I znowu zadeptują Islandię

  Zrobiliśmy dzisiaj objazd tak zwanego złotego kręgu i przekonaliśmy się na własne oczy, że turyści po dwóch latach pandemii wrócili na Islandię w pełnym wymiarze. Zadeptywanie Islandii ruszyło na całego.

Powyższe zdjęcie wykonałem przed gejzerem. Liczba turystów w tym miejscu była dzisiaj tak duża, że dosłownie kończyły się miejsca na parkingu. Ludzie chodzili przy gejzerze, ale też wspinali się na pagórki wokół, żeby podziwiać całą okolicę. Zaskakujące!

  Przy Gullfossie też było tłoczno i mokro, bo wiatr wiał w stronę parkingu, co powodowało chmurę wody. Zdjęcie poniżej.

Uwzględniwszy, że sezon wakacyjnych wycieczek jeszcze się nie zaczął, to liczba turystów na złotym kręgu kilkadziesiąt kilometrów wgłębi lądu jest zapowiedzią prawdziwych tłumów w wakacje. Już się boję. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Człowiek spod Telegrafu

  Rozśmieszyła mnie wiadomość o tym, że Adaś Glapiński został na drugą kadencję prezesem NBP. Ten człowiek spod Telegrafu i wielu innych podejrzanych afer Wielkiego Guru z Żoliborza jest tak kompetentny i uczciwy, że może tę funkcję pełnić dożywotnio. Hi, hi, hi…

 

Adaś był przy Kaczyńskich we wszystkich aferach założycielskich ich partii. Podpisywał listy intencyjne spółki Telegraf z Włochami, dawał dziwne koncesje na sprowadzanie ropy naftowej, dogadywał się z ludźmi z FOZZ-u w imieniu Kaczyńskich czy też uczestniczył w trójkącie seksualno-informacyjnym Jarka z  żołnierzami WSI. Glapiński był wszędzie, ale w pewnym momencie zniknął z horyzontu bliźniaków, bo pojawili się niewygodni świadkowie jego korupcyjnych słabości.

  Pierwszy PiS po wielu latach dał mu kasę i możliwości prezesowania Polkomtelem, który Adaś przekazywał w paskudne i pazerne ręce wiadomo kogo. Drugi PiS dał mu już jego marzenia – prezesurę NBP. Adaś uznał wtedy, że może wszystko, jeśli Jareczek mu pozwala, i poszedł po tak zwanej bandzie. Polska należy do człowieka spod Telegrafu. Hi, hi, hi… Ma nieprzekopane pokłady pieniędzy do dyspozycji i może dać je każdemu.

  Jeśli ten człowiek ma znowu nadzorować polski bank centralny, to nieszczęście jest gotowe. Ten kłamca i fantasta od stóp procentowych wprowadził przed rokiem wielu Polaków w błąd i naraził na straty przy wzięciu kredytów, które miały być oprocentowane bez zmian. Czy można mieć zaufanie do takiego kłamcy? Nigdy. Czy zatem PiS oczekuje poparcia dla jawnych kłamstw tego pajaca ekonomicznego? Wątpię. Co w takim razie zdecydowało o poparciu dla Adasia? No właśnie. Człowiek spod Telegrafu jest jednym z cieni, które zawsze są przy głównych bohaterach polityki. Zawsze! Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wybory samorządowe na Islandii

  Do 14 maja trwają wybory samorządowe na Islandii, w których wezmę udział i już wiem, na kogo zagłosuję. Nie będzie to żadna ze znanych partii. Będzie to koalicja stworzona na wybory, która ma program zgodny z moimi oczekiwaniami.

  W minionym tygodniu na portalu, który subskrybuję, ukazał się test wyborczy na zgodność programów partyjnych z oczekiwaniami głosujących. Wypełniłem i dostałem wskazanie na koalicję oraz jedną osobę w moim okręgu, z którą mam 57% zgodności. Niestety. Najwyższy poziom zgodności moich oczekiwań z programem wyborczym wyniósł tylko tyle.

  Na Islandii wiele decyzji istotnych dla życia codziennego zapada na szczeblu samorządowym i dlatego nie mogę nie wziąć udziału w tych wyborach. Ubolewam tylko nad słabym zaangażowaniem Polaków w te wybory, bo jest nas tu tylu, że moglibyśmy swobodnie mieć poważny wpływ na władzę samorządową, a może nawet w niektórych gminach tę władzę przejąć. Tak. To nie jest żart. Są już gminy na Islandii, gdzie jest nas większość albo niewiele brakuje do większości, co przy rozbiciu Islandczyków na kilka obozów politycznych daje możliwość wygrania tych wyborów z jedną trzecią głosów. Polacy w Polsce nie potrafią się porozumieć, a ja marzę o porozumieniu rodaków na obczyźnie. Hi, hi, hi…

  Najważniejsza dla mnie jest w tych wyborach klęska Partii Niepodległości, która rządzi Islandią. Oszustwa i korupcja w wykonaniu szefa tej partii ciągną ją na dno i mam nadzieję, że po siedemdziesięciu latach odświeży się polityka islandzka, a na horyzoncie pojawi się prawdziwa prawica, na którą będę mógł z czystym sumieniem oddać mój głos.

  Piotr Tomski

Zacznijmy mówić prawdę

  Inflacja jest na całym świecie i PiS nie jest tu wyjątkowym szkodnikiem, który na tle świata się wyróżnia w jakiś szczególny sposób. Pisałem już o Islandii i też dla przykładu podam ostatnie statystyki inflacji w USA.

Islandia i USA nie są bezpośrednio narażone na skutki wojny na Ukrainie, a jednak poziom inflacji znacznie wzrósł. Prawda jest bowiem prosta i nazywa się pandemia. Jeśli drukowane były pieniążki w nadmiarze, to teraz musi tę okoliczność wyrównać inflacja. Około dziesięcioprocentowa inflacja przez dwa lata – może pięć lat – wyrówna ten pandemiczny dodruk kaski. I nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. Hi, hi, hi… Na razie nie ma jeszcze „darmowych obiadków” w ekonomii światowej.

  Wojenne nastroje zapewne będą wpływały na poziom inflacji, ale najgorszy będzie tu problem z produkcją żywności w globalnej skali. Ukraina i Rosją były jednymi z największych producentów zbóż, a zatem trzeba będzie te kraje zastąpić, co podniesie ceny podstawowych produktów spożywczych. Dla polskich rolników to jest dobra wiadomość, ale dla konsumentów z całego świata to wiadomość straszna, bo pojawia się według niektórych ekspertów ryzyko braków na rynku zbóż i olejów spożywczych. Głód? Nie. Będzie po prostu dużo drożej, bo przy okazji otwiera się ogromna przestrzeń dla spekulacji i zysków dla oszustów wszelkiej maści.

  Jeśli politycy rządzący w różnych państwach świata zachodniego będą dalej kłamać i manipulować informacje, żeby utrzymać się przy władzy, a politycy opozycyjni będą również to robić od drugiej strony, żeby tylko władzę mogli przejąć, to wkrótce staniemy przed problemem masowych rewolucji pod wodzą faszyzujących populistów z prawej i lewej w jednym szeregu – głównie putinowskich produktów o sztywnych zasadach moralnych. Hi, hi, hi…

  To szaleństwo może zatrzymać tylko prawda i natychmiastowe rozliczanie nieuczciwych polityków, którzy pogłębiają kryzysy w poszczególnych krajach Zachodu.

  Piotr Tomski

Ambasadora oblali syropem

  Zacznę od powtórzenia za wszystkimi ekspertami od stosunków międzynarodowych, że w Polsce ambasadorów zgodnie z zasadami się chroni i nie pozwala nikomu naruszać ich nietykalności cielesnej. Nie jest ważne przy tym, jaki kraj reprezentuje ten ambasador, jeśli jest jeszcze ambasadorem na terenie Polski. Wystarczy głosu rozsądku.  

  Ucieszyłem się bardzo, kiedy zobaczyłem rosyjskiego dyplomatę oblanego czerwonym płynem przed cmentarzem rosyjskich żołnierzy z czasów II Wojny Światowej. Historia wymaga takich gestów i w ten dzień napiszę wprost: należało mu się. Hi, hi, hi… Polacy nie mają takich jaj, żeby wykonywać takie gesty, dlatego zrobili to podobno Ukraińcy. Hi, hi, hi…

  Przypomniał mi się nasz biedny prezydent Komorowski, po którym spłynęły ukraińskie jajka i nic się nie stało z tego powodu. Afery za te jajka na prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie było, to dlaczego ma być afera za syrop. Hi, hi, hi… A w Izraelu opluli naszego ambasadora Magierowskiego. Czy coś się stało z tego powodu? Czy jakiegoś Izraelczyka w Warszawie opluli w ramach odpowiedzi dyplomatycznej? Nie. Plują tylko na Polaków. Hi, hi, hi…

  Teraz już pewnie nie będę się cieszył, kiedy Ruscy zrobią działania odwetowe na polskich dyplomatach w Moskwie. Może dojdzie w końcu do zerwania stosunków dyplomatycznych między Polską i Rosją? Zobaczymy. Upokorzenie Rosji w osobie ambasadora Andriejewa – syropem – było  jednak piękne i bezcenne, mimo że konsekwencje mogą być poważne.

  Piotr Tomski

Polski kredytobiorca płacze

  Dzisiaj podniesiono stopy procentowe w Polsce i tym samym polski kredytobiorca może płakać już mocniej. Tak. Banki teraz bezwzględnie i natychmiast podniosą oprocentowanie kredytów, ale oprocentowanie depozytów zapewne nie ulegnie zmianie i dalej będzie na poziomie zera. Hi, hi, hi… To jest jeden z polskich fenomenów ekonomicznych, w którym tylko patentowani wariaci mogą trzymać pieniądze w banku.

  Polskiego kredytobiorcę niedawno dręczyły kredyty frankowe, które w krótkim czasie przewyższyły wartość kredytowanych nieruchomości. Teraz dobiją go kredyty w złotówkach, bo banki, nie dość że przerzucają całą odpowiedzialność za zmiany na rynku finansowym na swoich klientów, to jeszcze chcą na tej sytuacji dobrze zarabiać. O poliso lokatach już nie będę wspominał. Hi, hi, hi…

  Polski rząd i wiele innych rządów zachodnich nie potrafi niczego załatwić z bankierami. Żałosne jest twierdzenie, że trzeba ratować system bankowy, bo bez niego upadnie świat. Nie. Dlaczego ciągle dopłaca się do źle zarządzanych banków, które tracą na własnych błędach wykreowane przez siebie pieniądze i przy tym tracą niewielkie ilości depozytów swoich klientów? Doszliśmy już do tego powyżej, że tylko szaleńcy trzymają nieoprocentowane depozyty w bankach, zatem szaleńców należy leczyć – na pewno nie należy ich chronić razem z systemem bankowym.

  W Polsce geniusz historyczno-ekonomiczny w osobie premiera Morawieckiego wspólnie z kilkoma geniuszami ekonomicznymi wygenerował przez ostatnie dwa lata zwiększenie długu publicznego o czterysta miliardów złotych i ukrył je w systemie bankowym. Wiemy już, kto na tym zarabia, gdzie są te pieniądze i jakim manipulacjom cały czas są poddawane. Nie jest też trudno przewidzieć, co stanie się z tym genialnym przedsięwzięciem w niedalekiej przyszłości, bo rząd przy tym nie potrafi dogadać się z Unią Europejską, a zatem finansowanie czegokolwiek staje się wątpliwe.

  Polski kredytobiorca relatywnie jest i tak w lepszej sytuacji, niż jest sytuacja tureckiego kredytobiorcy, który ma do czynienia z inflacją około siedemdziesięcioprocentową, może więc powinien otrzeć łzy i iść do przodu, dzielnie wspomagając polski rząd w walce o dobrobyt emerytów i rencistów, a wspomagać musimy, bo inflacja zjada ich trzynastki i czternastki w tempie błyskawicy. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Kryzys puka do islandzkich domów

  Jeśli myśleliśmy, że z końcem pandemii nadeszło coś dobrego, to wojna Putina była pierwszym ostrzeżeniem, natomiast inflacja i galopujące ceny w całym, zachodnim świecie wyleczyły nas z ostatnich złudzeń. Mamy poważny kryzys.

  Na Islandii dzisiaj bank centralny podniósł stopy procentowe o cały jeden punkt, co oznacza wzrost stopy o ponad jedną trzecią do 3,75 %, natomiast sama inflacja wynosi na Islandii już 8%. Wobec powszechnego zadłużenia Islandczyków kredytami hipotecznymi i konsumpcyjnymi, to mamy w najbliższej perspektywie duży problem.

  Polacy nie mają monopolu na błędy w zarządzaniu finansami państwowymi i mogą popatrzeć na innych, którzy również doprowadzili swoje społeczeństwa na krawędź katastrofy. Po pierwsze, obostrzenia pandemiczne na Islandii trwały zbyt długo i były niepotrzebnie kosztowne (na przykład dopłacano do turystów w kwarantannie). Po drugie, doszło do akceptacji ze strony państwowych służb dla podwyżek paliw i energii w firmach islandzkich, które nie mają bezpośredniego przełożenia na ceny ich zakupu czy pozyskania. Po trzecie, doszło do gigantycznych strat przy reprywatyzacji banków i innych firm finansowych. Po czwarte, państwo wypuściło z rąk zyski z hodowli ryb i nie potrafi opanować wyprowadzania pieniędzy z połowów ryb. To zresztą tylko początek listy błędów rządzących Islandią. Skromnie liczę te błędy na kilkaset miliardów koron.

  Cieszyliśmy się z powrotu turystów na Islandię, ale ta okoliczność pewnie już nie zmieni niczego. Turyści też ludzie i zaczynają oszczędzać na każdym kroku. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Nie ma idealnych rozwiązań

  Ludzie, którzy dają przepisy na idealne państwo albo idealny system zarządzania społeczeństwem, najczęściej są zwykłymi oszustami, kierującymi się własnymi interesami. Socjalizm albo kapitalizm mają być tymi rozwiązaniami idealnymi. A może coś pomiędzy? A może Konstytucja z 3 maja 1791 roku była wspaniała? Hi, hi, hi…

  Idealnych rozwiązań nie ma, tak jak nie ma wolnego rynku czy równości ludzi. Niestety. Musimy się pogodzić z faktami i próbować zbudować coś, co będzie dążyło do doskonałości, ale nigdy do niej nie dojdzie. Jeśli chodzi o państwo i społeczeństwo musimy budować jednocześnie socjalizm i kapitalizm, żeby równo te utopie nie doszły do skutku. Hi, hi, hi… Spokojnie możemy wobec powyższego pogonić lewaków i prawaków, żeby nam głowy nie zawracali swoimi genialnymi receptami na funkcjonowanie świata.

  Mam czasem wrażenie, że świat lepiej funkcjonowałby przy zarządzaniu komputerowym. Ustalilibyśmy pewne zasady, które równo dotyczyłyby wszystkich, a nadzór i egzekwowanie tych ustaleń oddalibyśmy maszynom. I co? Świat idealny? Hi, hi, hi… Byłoby na pewno wesoło, bo człowiek poddany maszynom nie miałby najmniejszych szans na … wolność. Świat zarządzany przez maszyny stałby się po pewnym czasie jednym, wielkim więzieniem dla wszystkich ludzi, którzy złamali własne zasady i zostali pozbawieni możliwości ukrycia tego albo wywarcia emocjonalnego wpływu na innych – osądzających ich czyny.

  Pozostańmy więc w tym nieidealnym systemie państw socjalnego feudalizmu, gdzie mamy jeszcze szanse być ludźmi. Wprawdzie bankierzy zaczynają niczym feudalni panowie decydować o życiu wszystkich, ale zawsze możemy im w hotelach „podłożyć pokojówki” do gwałcenia i zakończyć ich kariery. Takie czasy mamy. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Gazowy wiatr odnowy

  Rosjanie wstrzymali dostawy gazu do Polski z powodu niepłacenia w rublach za ich towar. Bardzo ciekawa sytuacja powstała i bez bomby atomowej tego już nikt nie załatwi. Hi, hi, hi…

  Szaleństwo Putina sięgnęło Himalajów. Z takiej podróży żaden szaleniec nie wraca żywy, zatem Putin nie będzie wyjątkiem. Kontynuowanie tej polityki bez totalnej wojny nie miałoby już żadnego sensu. Z kolei użycie broni jądrowej doprowadzi Rosję w krótkim czasie do zagłady. Czy Putin jest gotowy na wszystko? Tak ostatnio powiedział, ale czy on rozumie samego siebie? Czy wie, że Zachód ma większy potencjał militarny? Czy może uwierzył w siłę własnej propagandy i zapomniał o korupcji, która rozbroiła rosyjską armię z konwencjonalnej broni?

  Polska sobie poradzi prawdopodobnie bez gazu z Rosji, który zresztą może sobie kupić z Niemiec, jeśli zabraknie go w niewielkich ilościach w polskich sieciach gazowych, Rosja natomiast, pozbawiając się pieniędzy za gaz, pozbawia się środków do życia społeczeństwa, finansowania wojska i traci podstawy istnienia państwa. Jest więc różnica. Putin podobno zgodził się na rozliczenia poza rublami z większością odbiorców europejskich, ale teraz powstaje pytanie, czy sankcje nie zatrzymają również reszty płatności gazowych. Jest przecież w tym wszystkim Komisja Europejska. Zobaczymy.

  Ja miałem w każdym razie wczoraj pierwszą myśl taką: skończył się w Polsce definitywnie wpływ kacapów na państwo. Ten typ nacisku czy szantażu był jednorazowy i już go nie ma.

  Piotr Tomski

Francja uratowana

  Prezydent Macron nie jest politykiem, z którego poglądami i deklaracjami wyborczymi zgadzałbym się w dużej części. W sferze deklaratywnej jest mi nawet bliżej do pani Le Pen, ale i tak cieszę się, że wygrał ten pierwszy. Hi, hi, hi…

  Niektórzy twierdzą, że Francja jest klinicznym przypadkiem końca podziału polityków na prawicowych i lewicowych. W ostatnich wyborach dwoje kandydatów można było określić jako centrystów, mimo że ich hasła i deklaracje trzymały się jeszcze tego archaicznego podziału prawicowo-lewicowego. Nie wiem, czy koniec starego porządku jest pewny, ale na pewno przeciętny obywatel w Europie już nie wierzy w prawicę, która chce przywrócić sposób rządzenia z dziewiętnastego wieku albo w lewicę, która społeczeństwa europejskie widziałaby najchętniej w komunach rodem z ksiąg Marksa i Lenina. W takim sensie lewica i prawica już umarły i może tylko w Polsce są jeszcze Korwin z Braunem, którym wydaje się, że świat zatrzymał się pod koniec wieku osiemnastego.

  Unia Europejska stała się wartością samą w sobie i dlatego należy ją chronić. Pani Le Pen nie kwestionowała potrzeby chronienia Unii, a jedynie inaczej widzi tę potrzebę, natomiast prezydent Macron Unię postawił na pierwszym planie swojej kampanii, stwierdziwszy przy tym, że wybory prezydenckie są formą referendum za przynależnością Francji do Unii. No i się udało. Francja jest w Unii i chyba zaczyna w niej odgrywać coraz większą rolę – przewodnią, kiedy Niemcy toną w sentymentach do Rosji.

  Piotr Tomski