Davos kolejny raz dla największych

Szczyt ekonomiczny w Davos już tradycyjnie gromadzi szefów państw, największych firm światowych, banków i przedstawicieli mediów. Miejsce dla mnie na zawsze skojarzone z „Czarodziejską górą” stało się też światowym centrum hipokryzji ekonomicznej. Wielcy grają życiem mniejszych i na „wolnym rynku” sprzedają przeróżne regulacje. Hi, hi, hi …

Amerykanie chcą udowodnić światu, że są ciągle najwięksi. Chińczycy chcą ograć do reszty Amerykanów. Europejczycy za to chcą … zachować różnorodność biologiczną planety. Hi, hi, hi … Kiedy przeczytałem gdzieś w czeluściach Internetu o tej różnorodności biologicznej jako temacie debaty w Davos, to po prostu „odleciałem” razem z tym chorym dzieckiem ze Szwecji, które jest wożone po świecie w ramach światowej wojny o klimat i dotarło właśnie do Davos.

Forum odbywa się już pięćdziesiąty raz. Miejscowość jest na tyle piękna, że warto ją odwiedzić, ale czy w takim tłoku można coś zobaczyć? Wątpię. Warto też prowadzić rozmowy, ale czy w takim tłoku można coś uzgodnić, dogadać czy się porozumieć. Wątpię. Moim zdaniem takie spotkania nie mają już najmniejszego sensu, ale przecież współczesny świat z myśleniem i rozsądkiem nie ma zbyt wiele wspólnego, no chyba że zarabianie pieniędzy uznamy za najwyższą wartość samoistną, wtedy wszystko ze szczytem w Davos na czele zyskuje nowy wymiar.

Europa nawet w Davos staje się kolejny raz religijnym „ciemnogrodem”, w którym wiara w moc klimatu ma decydować o polityce, gospodarce i życiu społecznym. Nie wiem, kiedy nastąpi powrót do realnego życia, ale wpychanie nowym kapłanom tej religii ogromnych pieniędzy już trwa w najlepsze i przebija świętopietrze wieków średnich w Europie. Polska, oczywiście, będzie jedną z największych ofiar tej religii. Hi, hi, hi … Taki nowy polski mesjanizm to będzie. Za klimat! Hi, hi, hi …

Trzydzieści lat temu Polacy zniszczyli swoje stocznie na rzecz Niemców, bo panowała religia wolnego rynku. Dzisiaj tracimy kopalnie i huty, bo modlimy się do klimatu i też szanujemy dla Rosjan wolny rynek. Głupota polskich władz jest prawie wzorcowa i nie da się porównać z żadną głupotą na świecie.

Piotr Tomski

Konfederacja po prawyborach prezydenckich

Trudno mi jest powiedzieć, czy dokonano dobrego wyboru w Konfederacji w prawyborach prezydenckich i czy lepszym kandydatem od kolegi Bosaka byłby kolega Braun. Jestem jednak wyborcą Konfederacji i będę głosował na Krzysztofa Bosaka.

W toku głosowania doszło do dziwnej sytuacji, w której elektorzy jednej partii nie oddali na pewnym etapie głosów na swojego przedstawiciela, co w dalszym ciągu wyborów doprowadziło do przerwania głosowania i rozmowy kolegi Dziambora ze swoimi elektorami, którzy oddali potem głosy na kolegę Bosaka, doprowadzając tym do jego zwycięstwa. Po głosowaniu pojawiły się w związku z powyższym niepotrzebne komentarze. Krzysztof Bosak miał przez całe prawybory realnie największe poparcie wyborców Konfederacji i inny wynik wyborów byłby nieuczciwy.

Obawiam się teraz, że te wewnętrzne zawirowania w Konfederacji mogą być wykorzystywane przez jej wrogów. Niektórzy już cytują Korwina i mówią o upadku Konfederacji. Korwin wiele razy doprowadził do upadku swojej partii, kiedy tracił w niej pełną kontrolę, ale na szczęście w Konfederacji nie ma głosu decydującego od początku i może jedynie z niej wyjść jako … emeryt. Hi, hi, hi …

Grzegorz Braun jest chyba na tyle poważnym człowiekiem, że zdaje sobie sprawę ze swojej pozycji w konfederacji i liczby wyborców, którzy go popierali. Mam nadzieję, że ta jego świadomość spowoduje dalsze poparcie dla jedynego kandydata Konfederacji i wspólną prace w kampanii wyborczej. Mam nadzieję, bo rozbicie Konfederacji byłoby przykre.

Piotr Tomski

 

I znowu oblężona twierdza polska

Politycy PiS prowadzą wojnę na kilku frontach i lubią tworzyć wrażenie, że należąca wyłącznie do nich Polska jest oblężoną twierdzą, w której schronili się ostatni obrońcy wszelkich imponderabiliów. Zgodnie z tym pojmowaniem rzeczywistości w tej twierdzy znaleźli się również zdrajcy, których należy wyrzucić za mury albo nabić na murach na pale ku przestrodze dla oblegających i oblężonych.

Polacy powinni zacząć rozliczać PiS z wyborczych obietnic i liczyć dokładnie zyski oraz straty spowodowane rządami PiS. Niestety. Unia Europejska zacznie w końcu uwzględniać praworządność przy dotowaniu poszczególnych państw członkowskich, co spowoduje wymierne straty dla Polaków. Polska zacznie płacić kary i odszkodowania za niewłaściwe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Oblężona twierdza poczuje zatem głód, choroby i brak ogólnego zaopatrzenia. I co zrobi PiS? PiS do tego od dawna nie naprawia służby zdrowia, prokuratury, policji czy szkolnictwa.

Proste rozwiązania w Polsce się skończyły i polityka hasłowa przestała działać. Teraz już tylko najbardziej naiwni mogą uwierzyć w zabieranie bogatym złodziejom i dawanie biednym, uczciwym, szarym obywatelom. Korzysta z państwowej kasy teraz głównie rzesza członków partii, ich rodzin i znajomych, natomiast reszta ma ciągle głodowe wynagrodzenia i groźbę utraty pracy, bo na miejsce każdego czeka kilku obcokrajowców. Obciążenia dla prowadzących działalność są przy tym tak wysokie, że tak zwana opłacalność tej działalności przestaje istnieć.

Rozbudzone nadzieje są jak tykająca bomba. Polacy od trzydziestu lat słyszą, że już na horyzoncie widać poprawę, ale jeszcze chwilę trzeba poczekać i popracować cierpliwie, bo partia rządząca ma na celu dobrobyt dla wszystkich. Jeszcze chwila! Jeszcze moment! I wybuchnie.

Piotr Tomski

 

Pomysłowy pan Zbyszek

Minister Ziobro jest, moim zdaniem, po prostu złym człowiekiem, który nie zrobił dotychczas niczego dobrego dla Polski, dla Polaków czy dla ludzi w ogóle. Rozumiem, że pan Zbyszek jest prokuratorem z zawodu, ale wobec przesiąknięcia tym zawodem całej jego „duszy”, nie powinien w przestrzeni publicznej wyjść poza funkcję szeregowego prokuratora w jakiejś małej prokuraturze rejonowej. Każda większa obecność pana Zbyszka w publicznej przestrzeni jest klęską społeczną.

Nierozwiązane problemy wymiaru sprawiedliwości w Polsce od trzydziestu lat się piętrzą i niszczą tak naprawdę kolejne elementy obywatelskiego społeczeństwa w państwie prawa. Zaufanie do sądów, zaufanie do organów ścigania, szeroko rozumiane bezpieczeństwo obywateli czy dbanie państwa o uczciwość relacji między obywatelami w Polsce przestały istnieć i po chwilowym pojawieniu się wiary w wolne państwo polskie Polacy wrócili w epokę peerelu. Pan Zbyszek za to chciałby podnosić wysokość kar i ścigać, ścigać i jeszcze raz ścigać. A edukować, wychowywać lub resocjalizować? A po co? Pan Zbyszek nie widzi takich potrzeb.

Fundusz Sprawiedliwości dzisiaj znowu został wykorzystany do celów dalekich od zakładanych. Leczenie jest ważne, ale nie będziemy chyba teraz nakazywać, na przykład sędziom, podejmować się leczenia ofiar przestępstw, a mniej więcej takie działania podjęto w ramach wymiaru sprawiedliwości. Wkroczyliśmy w krainę absurdu i to z propagandowym przytupem. Już nie wystarcza nam pan Jurek z orkiestrą do dofinansowania służby zdrowia?

Chciałbym się obudzić w moim kraju bez pana Zbyszka. Pana Zbyszka mógłby sobie zabrać do siebie pan Putin, gdzie karanie jest tak swobodne, że pan Zbyszek byłby w siódmym niebie. I w Radzie Europy pan Zbyszek nie miałby problemów. Ale jak pana Zbyszka do tego pomysłu przekonać? Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

 

 

Praworządność po polsku

Chciało się miodu, to teraz trzeba znosić żądła pszczół, chociaż miodu więcej już nie będzie, bo rozwścieczone pszczoły zjadły swoje zapasy i nie zbierają nowego. Hi, hi, hi … Tak wygląda sytuacja z polską praworządnością w relacji z Europą.

Komisja Europejska dała konkretną lekcję praworządności polskiemu rządowi, który był jeszcze niedawno tak bardzo zadowolony ze składu tej komisji. Wniosek do TSUE o zabezpieczenie (profesor Matczak pisał o tym rozwiązaniu formalnym już w minionym tygodniu) Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego jest posunięciem mistrzowskim, ponieważ ewidentnie dotyczy sprawy ustroju sądów krajowych i praworządności. Hi, hi, hi … I teraz co dalej? Czekam na pierwszy raz, kiedy Polacy nie wykonają postanowienia TSUE.

Powoli też na krajowym placu boju sędziów z partią rządzącą wygrywają ci pierwsi. Tak. Prezes Kaczyński musiał chyba dostać od swoich mocodawców mocno po ogonie, bo sędzia Juszczyszyn ze swoim protokolantem dostanie w Kancelarii Sejmu listy poparcia sędziów do KRS. No i po co była ta parodia? Sąd prowadzi jawną sprawę i myślę, że listy będą częścią jawnego protokołu.

Dla dopełnienia obrazu polskiej praworządności wystarczy włączyć TVP Info, w którym praworządnie inaczej, dzień i noc, bez większych przerw oraz po chamsku i z fizyczną agresją atakuje się marszałka Grodzkiego jego domniemaną korupcją sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Nie bronię pana Grodzkiego, co do winy którego jestem przekonany, ale rola telewizji, która dostaje od Polaków dwa miliardy złotych rocznie w prezencie, na pewno jest inna. Medialne szczucie i wskazywanie sprawcy w okresie postępowania procesowego przed postawieniem zarzutów określonej osobie w tej sprawie graniczy z przestępstwem. Kolejne kosztowne procesy tej telewizji pochłoną zapewne dużą cześć z tych dwóch miliardów złotych prezentu.

Pan Zbyszek podobno praworządnie odpiera aktualnie potężny atak mafii na jego szacowną osobę, jak napisali prorządowi publicyści z jednego z prorządowych tygodników. No cóż. A za co ta mafia miałaby atakować pana Zbyszka? Co takiego ważnego i skutecznego zrobił pan Zbyszek, żeby mafia akurat jego atakowała? Ja myślę, że pan Zbyszek doskonale się orientuje, co może zrobić, a czego mu zrobić nie wolno, żeby prawdziwe grupy mafii w Polsce dalej były zadowolone. Publikacja zdjęć czy filmów osoby podobnej do żony pana Zbyszka niczego nie wnosi do ogólnej sytuacji nieróbstwa pana Zbyszka czy jego osobistego udziału w obstawianiu spółek państwowych znajomymi i rodziną.

Pozostaniemy zatem praworządni inaczej w Europie i pewnie koszty tej sytuacji znacznie wzrosną, natomiast poseł Kaczyński dalej będzie w prywatnych rozmowach szydził, że państwo prawa w Polsce, to jest bajka. My musimy żyć w świecie takich bajek, bo polscy politycy i prawnicy żyją … bajecznie na nasz koszt.

Piotr Tomski

Dwie odsłony kabaretu polskiego

Początek roku wiąże się od dwudziestu ośmiu lat w Polsce z atakiem medialnym dobroczynności uosobionej w postaci pewnego starszego pana i jego orkiestry. Nie mam nic przeciwko dobroczynności, ale mam wiele przeciwko temu panu starszemu, który dzięki procesom sądowym okazał się … nieco inaczej dobroczynny.

Paradoks. Pierwsza odsłona polskiego kabaretu właśnie o charakterze sądowym odbyła się na dzień przed odsłoną dobroczynną. No cóż. Nie miałbym nic przeciwko sędziom, gdybym ich nie znał. Hi, hi, hi … Paradowanie w todze po ulicy jest jednak tak śmieszne, że przedszkolne piaskownice nie wytrzymują porównania pod względem powagi, bo przedszkolaki po ulicach nie chodzą w swoich fartuszkach. Wyjaśnię: pani prezes Sądu Najwyższego porównała genialnie togę do przedszkolnego fartuszka. Hi, hi, hi … Ta pani chyba wie, co mówi. A może nie wie? Hi, hi, hi …

Weekend w każdym razie minął w Polsce kabaretowo, ale wcale to nie znaczy, że jest mi wesoło. Dobroczynność nie powinna wiązać się z podziałami między Polakami i nie powinna służyć złym ludziom do zarabiania na niej. Niestety. Wstrzymywanie zakupów z zebranych pieniędzy, łączenie różnych działalności z dobroczynnością czy chamskie ataki na ludzi nieprzychylnych samemu Jurkowi Owsiakowi nie budzą zaufania. Ujawnione przed sądami rozliczenia finansowe orkiestry jeszcze mocniej każą wątpić. Jest mi po prostu przykro. Kościół ze swoją dobroczynnością przestał dla mnie istnieć, a orkiestra gra i „fałszuje”.

Podobna sytuacja jest z sędziami na ulicach i ich powagą, ich autorytetem czy ich urzędową godnością. Koniec. Nie ma już nic. Teraz sędziowie na salach rozpraw będą już tylko śmiesznymi spacerowiczami, którzy coś sobie wyobrażają w kwestii swojej wyjątkowości. Z racji osobistej kultury możemy do nich mówić dalej „wysoki sądzie” i uśmiechać się delikatnie, żeby śmiechem nie wybuchnąć. Hi, hi, hi …

Piotr Tomski

Komisja Wenecka na wycieczce

Na zaproszenie marszałka Senatu przyjechali do Warszawy przedstawiciele Komisji Weneckiej i spotkali się z nim, z kilkoma senatorami oraz grupą prawników i polityków związanych z tak zwaną opozycją.

Przedstawiciele polskiego rządu odmówili przyjęcia przedstawicieli Komisji Weneckiej i zaproponowali im zwiedzanie muzeum. Tak już zupełnie dla „jaj” któryś z wiceministrów sprawiedliwości rzucił Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Ale to było śmieszne. Nie wiem nawet, czy miał na myśli muzeum przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie, ale zapomniał dodać „… i Więźniów Politycznych PRL”, czy może myślał o innym muzeum w innym mieście. Wplątanie w tę brudną grę pamięci o zamordowanych tysiącach ludzi jest po prostu … niepotrzebne, jak niepotrzebne były parówki smoleńskie lub dochodzenie Jarosława Kaczyńskiego na wszystkich smoleńskich miesięcznicach do prawdy o śmierci Lecha Kaczyńskiego pod Smoleńskiem.

Procedowane w Senacie przepisy prawa dyscyplinujące sędziów budzą zastrzeżenia samych sędziów, którzy zabiegają o pomoc w Europie. Sytuacja jest dość zwyczajna i nie można się dziwić nikomu, że chce utrzymać swoje przywileje czy uprawnienia. Gdyby sędziowie sami chcieli ograniczyć swoje prawa, to byłoby coś niezwykłego. No, może nadzwyczajne jest tłumaczenie, że przywileje i uprawnienia sędziowskie gwarantują szarym obywatelom cokolwiek. Szary obywatel w sądzie ma niewiele praw w relacji z wszechwładnym na sali rozpraw sędzią i żadne przepisy dyscyplinujące sędziego nie pomogą temu obywatelowi w dochodzeniu sprawiedliwości, zwłaszcza że ostatnie wydarzenia wokół sądownictwa wyraźnie wskazują na gry personalne między grupami polityków i prawników jako jedyną przyczynę zmian ustawodawczych oraz sędziowskich protestów. Udział Komisji Weneckiej w tej grze jest zatem … żenujący.

Wobec powyższego zamiast Komisji Weneckiej bardziej wskazane byłyby wojska amerykańskie lub rosyjskie pod sądami i ministerstwem sprawiedliwości. HI, hi, hi … No właśnie. Wskazane byłyby też wojska francuskie, bo mają aktualne doświadczenia we wprowadzaniu praworządności u siebie w kraju, a przede wszystkim już dwieście lat temu Francuzi wprowadzali w Polsce z Napoleonem na czele „cywilizowane” państwo prawa. Hi, hi, hi … Znam takich Polaków, którzy dalej uważają Napoleona Bonaparte za postać w historii Polski wspaniałą.

Piotr Tomski

 

Na każdym ekranie widzę Grodzkiego

Stała się rzecz niesamowita i w Polsce media zaczęły mówić tylko o marszałku Grodzkim. Nie liczą się irańska wojna, izraelskie poniżanie prezydenta Dudy czy nawet pierwszy pociąg z Chin do Polski, który przejechał jedwabnym szlakiem. Grodzki, Grodzki i jeszcze raz Grodzki. Boję się włączać jakiekolwiek urządzenie z ekranem, bo po chwili widzę twarz Grodzkiego, a nie jest to wcale widok przyjemny. Hi, hi, hi … Powiem szczerze: żeby oglądać nieurodziwego chłopa, to mogę sobie w lustro popatrzeć.

Z jednych ekranów sączy się jad nienawiści do Grodzkiego, z drugich ekranów sączy się jad agresji wobec tych nienawistników, a z innych ekranów podejmowane są próby wyjaśnienia całej sprawy. No właśnie. Sam przecież zacząłem pisać o Grodzkim. Czy to już jest psychoza?

Uległem kiedyś podobnej psychozie przy okazji opisywania problemów antysemityzmu i zacząłem widzieć wszędzie Żydów. Musiałem później długo nawet nie wspomnieć o Żydach, żeby odzyskać równowagę. Hi, hi, hi … Tak. Dzisiaj zakończę mój udział w problemie Grodzkiego. Daję słowo. Dlatego muszę stwierdzić jedno: korupcja w polskiej medycynie jest czymś normalnym. I koniec. Grodzki może mówić inaczej, ale Polacy swoje doświadczenia mają i pamięć też mają niezłą. Karczewski może mówić inaczej, ale dyrektorem szpitala był? Był. Czy brał łapówki? Nie wiem. Hi, hi, hi … W razie potrzeby świadkowie znajdą się na wszystkich ekranach na każdą ewentualność.

Grodzki, Grodzki, i jeszcze raz Grodzki. Temat i pozycja faceta w polskiej polityce są … siebie warte.

Piotr Tomski

Duda nie pojedzie do przyjaciół

Izraelczycy załatwili izraelskie obchody wyzwolenia Auschwitz po mistrzowsku. Nie będzie na tych obchodach prezydenta Polski. Czy tym samym nie rozpoczyna się ostatnia faza dochodzenia do realizacji żydowskich roszczeń dotyczących mienia bezdziedzicznego? Zobaczymy.

Prezydent Duda paradoksalnie dzisiaj podjął chyba słuszną decyzję w związku z planowanym pozbawieniem go głosu na uroczystościach w Izraelu. Nie wiem do końca, komu w tej sprawie wierzyć, ale prezydenckie oświadczenie i tak jest formą poniżenia, zatem skłaniam się ku uwierzeniu polskiemu prezydentowi. Izraelczycy próbowali posadzić naszego, niemego prezydenta przed mówiącym Putinem. Hi, hi, hi … A co powie Putin – „wyzwoliciel” Auschwitz? Możemy jedynie domyślać się jego następnego ataku na Polskę, o którym usłyszy cały świat.

Sytuacja robi się bardzo poważna, zwłaszcza że dochodzi do współpracy na coraz szerszym polu między Rosjanami i Amerykanami. Izrael jest idealnym miejscem do zbliżenia tych „mocarstwowych” działań i kolejnej próby rozdania kart na całym świecie według chorych ambicji Trumpa i Putina. Polska w tej sytuacji zostanie po prostu przehandlowana, jak już w historii naszego kraju zdarzało się wiele razy. Unia Europejska chyba nam nie pomoże i sama się nas wcześniej pozbędzie. Czarny to jest scenariusz, ale tempo wydarzeń na świecie troszkę się zwiększyło, a nasi rządzący politycy walczą głównie z polskimi sędziami o sklepowe kradzieże.

Można od Polski wyciągnąć pieniądze, to się wyciąga. Wszyscy to robią bez przeszkód, a polscy politycy i polscy prawnicy za drobną prowizję pomogą każdemu. Ta pomoc w doprowadzaniu polskiego państwa do upadku to jest taka polska tradycja od pierwszych Piastów do dzisiaj.

Piotr Tomski

I znowu okrągły stół

Pomysł naprawiania sądów poprzez obrady przy okrągłym stole jest trochę podobny do leczenia gorączki w piecu. Polacy mają chyba złe wspomnienia po 1989 roku, a teraz okrągły stół w sprawie sądownictwa miałby powtórzyć tamtą „grubą kreskę” jeszcze raz w mniejszej skali kasty sędziowskiej? Nie wiem, kto dałby się na to nabrać?

Na dzisiaj nie ma już rozwiązania problemu sądownictwa w Polsce. Spór prowadzony pomiędzy prawnikami i politykami wszedł w fazę nierozwiązywalną. Jedynie ostateczna likwidacja państwa polskiego w federalnej Europie może ten problem zakończyć. Do takiej konstatacji chcą nas doprowadzić politycy i też sędziowie? Hi, hi, hi … W takim razie może z duchem czasu pójdźmy dalej i zacznijmy od likwidacji polskich, niepotrzebnych polityków oraz opornych sędziów. Jeśli zapłacimy Trumpowi i przekonamy go, że pewna grupa polskich polityków oraz sędziów stoi na drodze naprawy polskiego sądownictwa, to … spadną rakiety w odpowiednie miejsca. Hi, hi, hi …

Mało Polaków zdaje sobie sprawę z konsekwencji podpisania traktatu lizbońskiego w wersji ostatecznie przyjętej przez Lecha Kaczyńskiego. Celem traktatu jest stopniowe powstanie federalnej Europy i nic tego celu już nie zatrzyma. Jedynie wyjście poszczególnych państw może zachować ich suwerenność, jak zdarzyło się w przypadku Brexitu. Polexit nie zdarzy się nigdy, bo ogromna większość polskich polityków jest za federalizacją Europy, a ich hasła patriotyczne włóżmy pomiędzy bajki.

Polityczne bicie piany przy następnym okrągłym stole nie ma najmniejszego sensu, bo wszystkie strony biją się o osoby swoich sędziów, natomiast nie mają konkretnych pomysłów na zmianę procedur albo zmianę organizacji sądów, a właśnie od tego może zależeć poprawa funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Wyroki naprawdę mogą zapadać szybko i sprawiedliwie, ale ciągła wymiana personalna tej możliwości na pewno nie da.

Piotr Tomski