Prezydent ratuje PiS

Weto prezydenckie do zmiany ordynacji wyborczej do parlamentu europejskiego jest ratunkiem dla PiS. Zmiana ordynacji spowodowałaby zjednoczenie opozycji w jeden przeciwny blok wyborczy i partia rządząca przegrałaby wybory do parlamentu europejskiego, a może nawet zjednoczenie nastąpiłoby wcześniej i już przyszłoroczne wybory byłyby porażką. Prezydent, moim zdaniem, wykazał się tym razem większym rozsądkiem, ale nie wykluczam też cynicznej współpracy na linii Duda – Kaczyński. Hi, hi, hi… Wsparcie „planktonu” od Kukiza i Korwina jest w wyborczych grach tych panów czasami bardzo ważne. No właśnie. Ja jestem takim „planktonem” i czymś takim chcą mnie kupić, co czuję właśnie.

Zaczynam znowu myśleć w kategoriach dobra PiS. Hi, hi, hi… Nie! Nie zmienię tak szybko zdania, a może nie zmienię zdania już nigdy i nie oddam mojego głosu na nikogo związanego z PiS. Jedna rozsądna decyzja nie spowoduje u mnie euforii, zwłaszcza po całej serii poważnych błędów. Mówią starzy Polacy: jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Przykre też jest nawoływanie w wykonaniu rozsądnych ludzi do popierania PiS, bo inaczej do władzy wróci Platforma. A może PiS potrzebuje prawdziwego koalicjanta po prawdziwej, prawej stronie? Może trzeba zmniejszyć poparcie dla PiS i głosować na tego koalicjanta? Myślę o organizacjach narodowych, które potrzebują masowego wsparcia obywatelskiego, żeby wejść samodzielnie do Sejmu.

Piotr Tomski

Powtórka głupawki z Niemiec

Wydawałoby się dzisiaj, że sprowadzenie imigrantów do Niemiec w celu ich zatrudnienia było ogromnym błędem. To jest tylko złudzenie. Hi, hi, hi…. Polski rząd rozpoczyna właśnie podobne działania jako jedyną i słuszną metodę znalezienia w Polsce rąk do pracy. Propaganda już ruszyła i wkrótce większość tak zwanego elektoratu będzie za sprowadzaniem do Polski imigrantów. Ile było potrzeba czasu do kolejnego przełożenia wajchy? Mało.

Zobaczymy niedługo stabilność poglądów w poszczególnych mediach u poszczególnych „dziennikarzy”, ale ja już nie liczę na żadną uczciwość, przyzwoitość czy prawdę w tym imigracyjnym, polskim temacie. Zobaczymy też reakcję tych polityków, którzy byli tak konsekwentni w sprzeciwianiu się imigracji do Polski. Czy powiedzą, że przymiotnik „zarobkowa” załatwia wszystko? Otóż nie załatwia niczego jakikolwiek przymiotnik. Mamy po prostu problem, który został już dobrze zdefiniowany w całej Europie, a my – Polacy – udajemy, że będziemy lepsi w pilnowaniu nowoczesnych „niewolników”.

Masowo przyjeżdżają do Polski ludzie, którzy przez różne agencje załatwili zgodę na pracę. Ich przyjazd i pobyt na terenie Unii Europejskiej jest w pełni legalny, ale ich praca chyba nie koniecznie istnieje w Polsce. Nie istnieją chyba żadne konkretne mechanizmy kontrolne tych zezwoleń i sposobu ich wykorzystania, a długi okres ważności takiego zezwolenia w ogóle sprawę utrudnia albo uniemożliwia. Wchodzimy w każdym razie w Polsce w nowy etap i nową mądrość etapu: imigracja zarobkowa. Już się boję.

Piotr Tomski

Sądowy feudalizm kwitnie cz. 4

Usłyszałem dzisiaj w telewizji rozmowę z sędzią i w jednej osobie rzecznikiem KRS, który dość jednoznacznie stwierdził, że po ubiegłotygodniowej decyzji Sądu Najwyższego w Polsce każdy sąd będzie mógł zawiesić każdy przepis prawa w każdej chwili. Teoretycznie nie mamy w Polsce żadnego prawa, którego nie można dowolnie zawieszać i uzależniać od decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. No i może to robić każdy sędzia w Polsce.

Nie potrzeba asa intelektu, żeby zauważyć o co w tym zamieszaniu chodzi. Chodzi o wprowadzenie silnego ośrodka władzy ostatecznej, który nie będzie podlegał żadnym wyborczym weryfikacjom, czyli chodzi o wprowadzenie ośrodka władzy zupełnie oderwanego od obywateli Unii. Sędziowie z całej Unii stworzą tę oderwaną od reszty ludzi „kastę” i nikt nie będzie miał na nich wpływu. Będą się reprodukować w ramach tej kasty według własnego widzimisię.

To już jest koniec. Mógłbym nawet obwieścić koniec historii, oczywiście, gdybym był takim idiotą, jakim był pewien japoński Franciszek z Ameryki. Jest bardzo źle.

Piotr Tomski

 

Gołąbkowie pokoju

Doszło do tego, że w Polsce policjanci robią za „gołąbków” pokoju. Na ulicznych burdach policjanci nie podejmują interwencji, bo podobno ich przełożeni od ich przełożonych dostali polecenie „wstrzemięźliwości”. „Gołąbkowie” pokoju. Politycy PiS-u z policjantów zrobili pacyfistów, którzy „brzydzą” się przemocą. Hi, hi, hi…

Prokuratorzy pewnie dostali podobne zalecenia od pana Zbyszka, tyle że prokuratorzy nie ośmieszają się na ulicach stolicy i innych, dużych miast w Polsce. Policja musi mieć tak zwany autorytet czy szacunek, dlatego wysyłanie policjantów na takie akcje, gdzie ich godność przestaje istnieć, jest działaniem stricte przestępczym. Pan Zbyszek powinien na to wpaść samodzielnie. Firmuje przecież tak genialne pomysły jak „nowa” definicja obrony koniecznej czy łączenie orzekanych kar do ich sumy, a nie pomyślał, że pozbawienie policji honoru jest niewłaściwe.

Mam chwilami wrażenie, że prowadzona jest bardzo brudna gra polityków z obywatelami podobna do tej gry z czasów pierwszej „Solidarności”, kiedy pokazywano codziennie społeczeństwu, jak źli są strajkujący i jakie szkody powodują. Łagodność państwa była wtedy też gołębia, aż w końcu nawet szarzy obywatele zaczęli mówić o konieczności zrobienia w państwie porządku. Do tej gry idealnie pasuje też obecna propaganda telewizji publicznej, która żywcem jest wyjęta z peerelu. Zaczynam się bać samego siebie. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Sądowy feudalizm kwitnie cz. 3

Decyzja Sądu Najwyższego o „zawieszeniu” obowiązywania przepisów określonych w ustawie jest kolejnym dowodem na obowiązywanie feudalnego ustroju w Polsce i chyba już w Europie. Sąd ma ostatnie słowo w obowiązywaniu lub nieobowiązywaniu ustawy. Słowo sędziów z sądu w Polsce decyduje wstępnie, natomiast słowo sędziów z Luksemburga jest ostateczną świętością. My, nędzni obywatele, możemy sobie tylko pomarzyć o wpływie na słowa sędziów, bo przecież oni są niezawiśli, a zatem nasz wpływ na politykę też jest tylko marzeniem, bo kogokolwiek wybierzemy, to decydować będą i tak sędziowie.

Nie oglądam często stacji telewizyjnej stworzonej przez ubeckich agentów, ale pierwszy raz tego dzisiaj żałowałbym, bo przypadkiem trafiłem tam na występ sędziego w stanie spoczynku Biernata, który „sprzedał” całą misterną grę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z Luksemburga. Ten facet jest tak głupi, że powiedział prawdę o przygotowywanej od pół roku „rewolucji” orzeczniczej (podał nawet konkretne uzasadnienia wyroków) sprowadzającej się do nadania sądom europejskim ponadnarodowej rangi i umożliwienia im orzekania na podstawie przepisów unijnych z pominięciem prawa krajowego. No i wiem już wszystko. Sąd krajowy ma obowiązek zawieszania przepisów ustaw, które mu nie odpowiadają. Potwierdził to zresztą w tej samej stacji telewizyjnej drugi „as” prawniczy – profesor dubler Marek Safian. Odważna wypowiedź tego drugiego, swoją drogą, bo po tej wypowiedzi obiektywizm TSUE nie istnieje, skoro jego sędzia w mediach mówi o własnym stanowisku prawnym.

Myślę w tej sytuacji, że konieczna jest prawdziwa rewolucja, która po prostu zlikwiduje cały system prawny, bo naprawić go już się nie da. Ale „konia z rzędem” temu, kto to zrobi i to przeżyje. Hi, hi, hi… Chyba że przyjdą muzułmanie i wcześniej załatwią to wszystko definitywnie. Zapanuje wtedy nieco inny feudalizm.

Piotr Tomski

Żona zomowca

Żona zomowca walczy z faszyzmem. Hi, hi, hi… Mirosław Gawor uczył się praworządności i wielu innych rzeczy w szkole ZOMO, co ochoczo wdrażał później na ulicach całej Polski. No tak. Jeszcze później był szefem BOR i nawet generałem został. Zomowiec generał!  Czy to jest przypadek, że Pani Ewa Gawor jest odpowiedzialna za bezpieczeństwo w Warszawie?

Nic w tych zomowskich układach nie jest przypadkiem, ale powiem szczerze, że padałem ze śmiechu, kiedy wyznawcy „platformianej” religii krzyczeli do policji słowo: ZOMO! Krzyczeli to w mieście, w który dyrektorem samorządowych struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jest … żona zomowca.

Co mi pozostaje w zaistniałej sytuacji. Poprosić o wsparcie w powtarzaniu, że żonom zomowców mówimy stanowcze: nie.

Piotr Tomski

 

Przekombinowane w PiS

Przez wiele lat byłem wyborcą PiS. Kierowałem się prostą zasadą wybierania mniejszego zła i dlatego też głosowałem na Andrzeja Dudę. Niestety. Rok temu zawiodłem się ostatecznie na prezydencie z PiS, a całkiem niedawno definitywnie pożegnałem się z myślą o głosowaniu na PiS. Dlaczego? Bo wszystko, co od trzech lat robi ta partia, jest przekombinowane.

Analizowanie tych trzech lat nie ma dzisiaj sensu i nie chcę nawet tego robić bez nabrania stosownego dystansu. Muszę jednak napisać o sprawie, która mnie bardzo zabolała. Chodzi o zmianę ordynacji wyborczej do parlamentu europejskiego, co w założeniu pozbawi mniejsze ugrupowania możliwości wprowadzenia europosłów, a przy okazji wymusi na opozycji zjednoczenie i może znowu zadziałać na niekorzyść PiS. Przekombinowane!

Cała Europa zmienia preferencje polityczne i partie prawicowe czy raczej konserwatywne będą wygrywać wybory, natomiast w Polsce może być odwrotnie, bo konserwatywna partia rządząca nie ma wyobraźni. Przypomina to zresztą rok 2007, kiedy PiS stracił władzę na rzecz PO. Nie wiem, co jest przyczyną tego braku wyobraźni, ale na pewno należy w zaistniałej już drugi raz sytuacji rozważać konkretną zmianę przywództwa.

Przekombinowaniem jest też „bicie piany” w telewizorach na posiedzeniach dwóch komisji sejmowych, które mogłyby służyć autentycznemu naprawianiu Polski, gdyby załatwiły swoje sprawy w odpowiednim terminie, w odpowiedni sposób i w ciszy, żeby cały świat nie musiał oglądać bezsilnego państwa polskiego i bezkarnych, aroganckich przestępców z sądów, prokuratur i różnych urzędów. „Bicie piany” w telewizorach w wykonaniu TVP jest ogólnie przekombinowane, a ludzie biorący w tym udział powinni płacić do Skarbu Państwa za zmarnowany czas antenowy.

Przekombinowaniem jest nowe wsparcie dla odnawialnych źródeł energii po wycofaniu tego wsparcia zgodnie z wyborczymi obietnicami PiS. W sprawę po prostu nie mogłem uwierzyć, ale polecam każdemu dokładne jej zbadanie dla otrzeźwienia w popieraniu PiS. Odtrąbiono rok temu sukces spółki energetyczne po zerwaniu umów na zakup energii z ferm wiatrakowych, za co państwo może zapłacić w europejskim arbitrażu ogromne odszkodowania, po czym po roku ogłasza się nowe, wielomiliardowe dotacje dla nowych i starych producentów energii odnawialnej.

Myślę ostatnio, że te kombinacje mogą być częścią większego planu, w którym chodzi o przekazanie władzy nowej formacji politycznej. Już się boję, kto to będzie.

Piotr Tomski

 

Nie ufajcie

Kiedy Kaczafi wywalał z roboty panią Szydło, powiedział: zaufajcie. Przypomniało mi się to jego powiedzenie, bo trzeba dużej dozy zaufania, żeby móc dalej popierać PiS, zwłaszcza po ostatnich decyzjach w kilku kwestiach dość istotnych, na przykład w kwestii ustawy dewastującej w Polsce hodowlę zwierząt futerkowych. Co zresztą mogłoby znaczyć w tej kwestii zaufanie? Czy zaufanie byłoby powrotem do ustawy po wyborach? Czy zaufanie byłoby gwarancją całkowitego zapomnienia o tej ustawie? Ja nie wiem, ale – dzięki Bogu – już nie ufam.

PiS traci w sondażach poparcie i wiadomo, że ciągłe zmiany zdania tego poparcia nie odbudują. Nowelizacje nowelizacji też nie budzą zaufania, a brak stanowczości w stosunkach z państwami tak słabymi, jakim jest Ukraina, po prostu rodzi podejrzenia o jakieś obce czynniki decyzyjne w polskim rządzie. Kto wyznacza główne kierunki polskiej polityki? Boję się teraz, że nikt tego nie robi, natomiast działania polskich władz są wypadkową mitów, legend i fantazji powtarzanych przez kilka osób, a następnie realizowanych przez osoby im niechętne, ale do tej realizacji zmuszone różnymi okolicznościami pozapolitycznymi.

Praca dwóch komisji śledczych przez lata wzbudza już tylko moje obrzydzenie do PiS. Niestety. Jeśli prezydent Warszawy jest na swoim stanowisku, a prokuratorzy uwikłani w sprawę Amber Gold są awansowani i nie siedzą, to o jakim zaufaniu możemy mówić. Nikomu w PiS nie zależy na prawdzie, a ufać można jedynie w prawdzie. Bicie propagandowej piany w transmisjach telewizyjnych z posiedzeń tych komisji staje się li tylko żenującym spektaklem.

Piotr Tomski

O państwie z dykty kilka słów znowu

Głosowałem na PiS między innymi dlatego, że bardzo zabolało mnie nazwanie polskiego państwa kupą kamieni z ch… i d…. Zrobił to zresztą minister odpowiedzialny za resort, który właśnie o sile państwa decyduje. Miałem nadzieję po wyborach w 2015 roku, że siła państwa polskiego będzie odbudowana. No i co? No i nic!

Takiego państwa z dykty na kupie kamieni nie było chyba jeszcze nigdy w historii Polski. Polski rząd drży ze strachu przed izraelskimi faszystami i zabiega o poklepanie po plecach przez amerykańskiego pajaca na stanowisku prezydenta, który nie wie, co którego dnia mówi. Podobno bezpieczeństwo Polski jest w rękach tego pajaca i tych faszystów. A pajac puści bąka po obfitej kolacji z ruskimi agentami i niczym domek z kart polskie państwo z dykty się rozpadnie.

Garstka czubków demonstruje przed budynkami parlamentu, a świat widzi w nich cały naród. Opozycja polityczna jest natomiast dla świata jedyną reprezentacją uciskanego narodu, bo rządzący Polską „fachowcy” nie potrafią nawet w sferze informacyjnej pokazać światu prawdy czy logicznie wyjaśnić sytuacji formalno-prawnej w Polsce.

Na każdym kroku mamy państwo z dykty, a propaganda sukcesu w publicznej telewizji przekroczyła już normy z czasów głębokiego Gierka. Wkrótce będziemy trzecią gospodarką Europy i może drugą na świecie. Tak. Jest to możliwe w TVP.

Piotr Tomski