Jak zdelegalizować PiS

  Dzisiaj mówienie o delegalizacji PiS może być odebrane jako lekkie szaleństwo. Czas jednak płynie i trzeba się przygotować na zmianę władz w Polsce oraz ostateczne wyeliminowanie z polskiej przestrzeni publicznej różnej maści fanatyków (faszystów, narodowych socjalistów, autokratycznych populistów, twardogłowych ultra katolików) którzy są zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania Polski w postaci demokratycznej republiki.

  Dziwnym trafem wszyscy wyżej wymienieni fanatycy kręcą się wokół PiS, są finansowani przez państwo dzięki PiS i są przede wszystkim bezkarni dzięki PiS. Wszystkich fanatyków wokół PiS generalnie łączy jedno: religia. W tym momencie, jeśli moje spostrzeżenie na temat religijnego charakteru spoiwa wszystkich fanatyków jest słuszne, mamy do czynienia z gigantycznym naruszeniem art. 25 Konstytucji RP. Każdy polityk z obozu rządzącego przy łamaniu prawa lub nawoływaniu do jego łamania powinien ponieść odpowiedzialność karną, która wynika z art. 231 Kodeksu Karnego.  

  Polska musi pozostać państwem świeckim, bo tak stanowi polska konstytucja i tego chce większość obywateli, a zatem delegalizacja PiS z powodu permanentnego jej naruszenia jest zasadna. Równie poważnym problemem jest naruszanie podstawowych zasad praworządności wynikających z przyjętych przez Polskę traktatów i konwencji, zwłaszcza w zakresie prawa obywateli do niezależnych sądów. Wiemy, że PiS chce wpływać na sędziów, a to jest niedopuszczalne i musi skończyć się odpowiedzialnością wynikającą z art. 231 KK.

  Trzecim powodem jest ogromny poziom korupcji w Polsce w jej różnych odmianach. Politycy są jawnie korumpowani stanowiskami. Sędziowie i prokuratorzy są korumpowani stanowiskami. Obywatele są korumpowani wypłatami świadczeń w odpowiednim momencie, żeby pozyskać ich głosy wyborcze. Śmiało mogę napisać, że PiS stworzył związek przestępczy o charakterze zbrojnym, natomiast poseł Kaczyński nim kieruje w ramach kierowniczej roli partii w tym związku.  

  Czwartym powodem i chyba ostatnim z tych ważnych przy delegalizacji PiS jest wykorzystywanie do partyjnej propagandy publicznej telewizji i pompowanie do niej dużych środków z kasy państwowej.  

  Delegalizacja PiS i kolejna Norymberga nie będzie trudna do przeprowadzenia. Musimy tylko chcieć.

  Piotr Tomski   

LGBTQ+ nie może być zasłoną dymną

  W momencie, w którym polski rząd ma kilka poważnych problemów na arenie międzynarodowej i chyba jeszcze poważniejsze problemy wewnętrzne, zaczyna się „walić kijem w klatkę” obrońców praw człowieka i próbuje się odświeżyć konflikt polskiego zaścianka z postępową częścią Polaków. Gra to jest tragiczna i, jeśli istnieje bóg katolicki, to wszyscy zwolennicy PiS oraz Kai Godek pójdą czwórkami prosto do piekła.

  Pewien mój znajomy w tej sytuacji powiedziałby do pisowców: ja z wami nie rozmawiam, bo wy jesteście złymi ludźmi. Może to najprostsze rozwiązanie należy zacząć bezwzględnie stosować. Wiem, że trudno tak mówić prosto w oczy tym ludziom, ale przecież nikt ich nie zmusza do nieludzkiego podejścia do innych. Nikt ich nie zmusza do zamknięcia swoich głów i serc na odmienność – seksualną, rasową, narodowościową czy kulturową. Niestety. Zło jest złem i należy je wskazywać.

  Pęknięcie Polski na pół nie potrwa już długo, moim zdaniem. Nie wierzę w to, że Polacy będą długo tkwić w tych archaicznych przekonaniach o homoseksualizmie, który wyklucza. Świat Zachodu, do którego większość Polaków aspiruje, jest akurat w tym względzie zupełnie inny i Polacy już to widzą. Równość polega też na równym traktowaniu osób LGBTQ+ i swobodnym podejściu do ich ekspresji, bo dzisiaj dopuszczalne formy ekspresji w działaniach ludzkich są bardzo bogate. Jeśli ktoś nie chce się z tym pogodzić, to zawsze może zamknąć się w domu, w zakonie albo usunąć sobie oczy. Hi, hi, hi … Tkanki do przeszczepów z gałek ocznych są dość dużo warte i te środki można przeznaczyć na fundację ojca dyrektora, co z całą pewnością będzie ogromną zasługą przy piekielnym kotle. Hi, hi, hi …   

  Piotr Tomski

Wielka wyprzedaż na Islandii

  Islandczycy nie zauważyli nawet, że tracą swoje „narodowe dobra”. Dlaczego nie jestem zaskoczony? Islandczycy nie zauważają prawie niczego wokół siebie – wyjąwszy czubek własnego nosa. Hi, hi, hi …

  Ekonomia i biznes rządzą się określonymi prawami na całym globie. Islandia nie jest zieloną wyspą na oceanie biznesu i musi się dostosować do ekonomicznego rachunku. Niestety. Do tego świat się rozwija i ciągle trzeba inwestować, żeby utrzymać się w ogóle na powierzchni. Islandczykom wydawało się ciągle, że są panami we własnym kraju i mogą pracować mniej niż reszta świata, która musi do nich przylatywać, podziwiać wyspę i zostawiać tu kasę.

  Zaczęło się od całkowitej utraty kontroli nad hodowlą łososi, która trafiła prawie w całości w ręce spółek norweskich – powiązanych częściowo z polskim hodowcą i przetwórcą tych ryb. Islandia nie potrafiła nawet zarobić godziwie na koncesjach na hodowlę, oddając miliardy euro w ręce Norwegów i Polaka w skali najbliższych dziesięciu lat. W latach 2020-2021 sprzedano wiele firm z różnych tak zwanych branż strategicznych. Oddano w ręce zagraniczne firmę nadzorującą płatności kartami kredytowymi – Valitor. Sprzedano w zagraniczne ręce Borgun – firma zajmująca się obsługą płatności przy zakupach ratalnych. Sprzedano główne, cyfrowe bazy danych na Islandii. Sprzedano sieć światłowodową. I nawet firmę wynajmującą dwa tysiące mieszkań na Islandii nabyli Norwegowie. Wielka wyprzedaż?! Zobaczymy, co dalej zrobią Islandczycy, kiedy po reorganizacjach w tych sprzedanych firmach co najmniej połowa dobrze wynagradzanych, miejscowych pracowników pójdzie na bruk. Hi, hi, hi …

  Zebrał się ostatnio twór podobny do polskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i radził, co począć z tą wyprzedażą i jakie zagrożenia się z nią wiążą? Zagrożeń jest mnóstwo. Dostęp do informacji, wstrzymanie płatności na wyspie, niszczenie środowiska czy wyprowadzanie pieniędzy za granicę to tylko niektóre z zagrożeń.

  Jan Woliński

Śpiący królewicz dowodzi

  Śpiący Kaczyński dowodzi Polską. Hi, hi, hi … Takiej sceny upadku wodza chyba nikt się nie spodziewał w PiS i w ogóle w Polsce. I co dalej? Dalej już tylko śmiech?

  Mieliśmy niedawno prezydenta Bronisława, z którego pisowcy śmiali się do łez, kiedy zasypiał na różnych spotkaniach najczęściej w towarzystwie śpiącej żony. Kaczyński nie ma żony i zasypia obok Błaszczaka (skojarzenia właściwe) który jest wyjątkowo pobudzony i podkręcony, co może wskazywać na jakieś wcześniejsze ich wspólne przygody, na przykład może miała miejsce przygoda z „niebieską” tabletką, która jednego jeszcze trzyma, natomiast drugi jest po prostu jej ofiarą. Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Największą ironią losu było jednak zdjęcie Komorowskiego z kochankiem Kaczyńskiego i oskarżanie prezydenta o jakieś związki z facetem, z którym miał tylko wspólne zdjęcie z oficjalnej imprezy, kiedy dobrze poinformowany „salon” warszawski boki zrywał ze śmiechu mówiąc o facecie ze zdjęcia i Kaczyńskim.

  Poseł Kaczyński ostatnio coraz częściej pokazuje się publicznie w nienajlepszym świetle. Mam wrażenie, że nie jest już w stanie utrzymać pełnej sprawności intelektualnej w dłuższym wystąpieniu i zaczyna dziwnie mówić lub zasypia przy stole. Każdemu może się zdarzyć, ale nie każdy chce kierować czterdziestomilionowym państwem i iść na trzecią wojnę światową z Unią Europejską. Tak. A może te konflikty ze wszystkimi Polacy prowadzą we śnie wariata? Może trzeba posła Kaczyńskiego na badania doprowadzić i ubezwłasnowolnić? Nie wiem. Ta wiedza jednak jest tak istotna, że problem zdrowia posła należy publicznie wyjaśnić.

  Nie możemy wpaść w pułapkę Breżniewa i powtarzać epokę peerelowską w nowej odmianie. Nie mamy czasu na spanie. Świat biegnie.

  Piotr Tomski   

Zniewolone media na Islandii

  Dzisiaj ukazał się tekst na portalu Stundin, w którym podano wiele informacji na temat zależności finansowych tak zwanych „wolnych mediów” islandzkich. Okazało się przede wszystkim, że z wyjątkiem wydawcy „Stundina” i małego wydawnictwa z Akureyri, wydawcy na Islandii ponoszą gigantyczne straty, które pokrywają ich właściciele i państwo.

  Kto płaci, ten wymaga. „Stundin” utrzymuje się głównie z opłat za subskrypcje i jest dzięki temu zupełnie niezależny w pracy redakcyjnej, a nawet musi publikować informacje, które zainteresują coraz więcej czytelników. Napiszę szczerze, że uznaję „Stundin” za jedyne, wiarygodne źródło wiadomości na Islandii.

  Polacy narzekają na propagandę w pisowskich mediach, ale w Polsce przynajmniej sprawa jest jasna, natomiast na Islandii problem jest złożony, bo propaganda sączy się kilkoma strumyczkami i jest naprawdę dobrze kamuflowana. Uwikłanie dziennikarzy na Islandii jest bardzo skuteczne, bo alternatywą dla „niewolniczej” publikacji jest totalne bezrobocie. Dwa lata można przetrwać na zasiłku dla bezrobotnych, ale później pozostaje tylko fizyczna praca z najniższym uposażeniem, ponieważ w tak małej społeczności wszyscy pracodawcy się dobrze znają i sprawnie współpracują.

  Współczuję w sumie Islandczykom, że muszą żyć w świecie medialnej fikcji i kreacji. Podstawowym prawem człowieka jest przecież prawo do informacji. Ostatnio nawet spotkałem się z oczekiwaniem rozwinięcia tego prawa na prawo do prawdy, co zmuszałoby media do większej gorliwości w zwalczaniu tak zwanych fake news’ów, ale rzeczywistość jest przerażająca na całym świecie i od pobożnych życzeń wszelkich obrońców praw człowieka odstaje o lata świetlne.

  Nasi przodkowie nie po to wypracowali komunikację słowami i później pismo, żeby przekazywać prawdę. Hi, hi, hi …

  Jan Woliński

Morawiecki na trzeciej wojnie o guzik

  Najbardziej chyba znana kwestia o nieoddawaniu guzika może mieć nową odsłonę z premierem Morawieckim w roli twórcy, który właśnie rozpętał trzecią wojnę światową. Tak. I znowu Polska na początek z guzikiem. Guzik będziemy mieć i nic więcej.

  Unia Europejska jest organizacją wcześniej nieznaną w historii ludzkości i dlatego trudno jest wielu ludziom zrozumieć jej funkcjonowanie ze złożonymi celami i jeszcze bardziej złożonymi przyczynami jej istnienia, które w różnych krajach są różne i u różnych obywateli Unii są różne. Wypadkowa tych wszystkich różnic jest dopiero odpowiedzią na trzecią wojnę światową pana Morawieckiego, która dzisiaj mogła powstać tylko w chorej głowie. Niestety, nikt zdrowy na umyśle nie odwoływałby się do terminów tak bolesnych dla Polaków, chyba że o czymś nie wiemy, a wie o tym Morawiecki.

  Kryzys energetyczny może przestawić priorytety w Europie i Unia nagle stanie się atrapą, którą trzeba będzie po prostu szybciutko rozebrać, żeby nie ponosić zbędnych kosztów. Kiedy ludziom w Zachodniej Europie realnie wyłączą gaz i elektryczność, to wszelkie założenia pakietu klimatycznego pójdą … na spacer po pustych korytarzach instytucji unijnych. Mam wrażenie, że spekulacje na rynku gazu i opłat od emisji CO2 otworzyły oczy wielu Europejczyków. Państwa mają obowiązek reagować na takie działania nieuczciwego biznesu, który działa na zamówienie innych, zbójeckich państw.

  Na spekulacjach ktoś zarabia, ale ktoś musi ponieść śmiertelne straty. Nie wiem, kto tak naprawdę rozkręca śmiercionośny kryzys, natomiast wiem, że w pierwszej kolejności zaboli on znowu szarych obywateli, którymi nikt się nie przejmuje. Pandemia z dużym spadkiem dochodów i teraz wzrost kosztów egzystencji zatrzymają rozwój nawet najbogatszych społeczeństw, a Morawiecki w polskiej biedzie dalej walczy o guzik.

  Piotr Tomski

Chłopcy z ferajny po polsku

  Marian, Zbynio, Mario i boss wszystkich bossów Jareczek to czołówka mafii żoliborskiej. Była pruszkowska, wołomińska, mokotowska, trójmiejska, a teraz jest największa i najsilniejsza mafia żoliborska. Pocieszające jest tylko to, że wszystkie polskie mafie rozpadają się po wewnętrznych wojnach i wzajemnych oskarżeniach konfidentów – zaufanych szefów. Zawsze jest tylko jeden kłopot: jak długo ferajna zamęcza swoje otoczenie?

  W zdrowych społecznościach obywatelskich nie ma szans na wytworzenie takiej przestępczej grupy, bo zdrowi obywatele nigdy nie rezygnują ze swoich praw i obowiązków. Dla Polaków jest to śmieszne i niehonorowe, dlatego będą „dojeżdżani” przez PiS jeszcze długo. Przy pełnej wiedzy na temat przestępczej działalności Ziobry, Kamińskiego czy Banasia dalej wybrali ich na drugą kadencje parlamentu, co było przełomowym momentem w umocnieniu ferajny.  

  Niestety, nie rozumiemy jako naród, że wszelkie służby i prokuratura są po to, żeby do nich donosić o każdej nieprawidłowej postawie innego obywatela. Mamy zapewne jako obywatele złe doświadczenia z państwem, bo przez wieki państwo Polaków nie było polskie. Ale!!! Musimy teraz zrozumieć, że Polak – obywatel jest u siebie w domu i ma prawa oraz określone obowiązki wobec dobra wspólnego, natomiast czasy rozszarpywania „ostatniego kawałka sukna” muszą się zakończyć. I co? Nie do przyjęcia? Honor każe nie donosić.

  Alternatywą honorową dla społeczeństwa obywatelskiego w Polsce jest władza PiS i władza PO. Polacy po prostu będą dalej szukać „dojść i układów”, żeby zarobić na chleb dla siebie i swoich dzieci, a kiedy trafią do więzienia, to dostaną propozycję nie do odrzucenia: doniesiesz to wyjdziesz. Hi, hi, hi … Ferajna po polsku z zasadami. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

    Hiacyntu owoce

  Netflix pokazał ciekawy film, który przypomniał tło pewnej akcji służby bezpieczeństwa z lat 1985 – 1987. Film opowiada historię oderwaną od samej akcji, bo artyści mają swoje prawa i potrzeby, które nie muszą być tożsame z wysiłkami historyków, zwłaszcza że w przypadku akcji „Hiacynt” historycy się nie wysilali nigdy. Może nie mogli, a może nie chcieli dla dobra swoich naukowych karier?

  Uwzględniwszy dzisiejszą wiedzę na temat okoliczności „Hiacyntu” i czasu jego przeprowadzenia, uważam tę akcję za formę zabezpieczenia pewnej części funkcjonariuszy poprzedniego systemu, którzy mieli wprawdzie gwarancję bezkarności od ówczesnych władców świata, ale chcieli też mieć pewność i wpływ na nowych polityków. Sprawa samej akcji jest już wyjątkowo obrzydliwa i wręcz modelowa dla peerelowskich służb specjalnych, ale jej wykorzystywanie przez ponad trzydzieści lat do wpływania na polskie władze jest czymś niewyobrażalnym. Jeśli doda się do tego osobę posła Kaczyńskiego, to po drodze tej kariery wszystkie migawki z Magdalenki z Kiszczakiem dają nam tak odrażający, wspólny obraz polskiej polityki, że właściwie nie można już niczego gorszego sobie wyobrazić. Kaczyński wykreowany przy okrągłym stole i dopuszczony na szczyty władzy po abdykacji Jaruzelskiego jest do dzisiaj wahadłowym zarządzającym Polską. Owoc akcji „Hiacynt”? Idealnie łączy się też Kaczyński z pedofilami z Kościoła katolickiego i wielkim biznesem postkomunistycznym.

  Okazało się niedawno, że mówienie o homoseksualizmie Kaczyńskiego jest naruszeniem jego prywatności. Czy wobec akcji „Hiacynt” możemy w Polsce mówić o prywatności geja, który ukrywa swoją orientację seksualną i nawet zwalcza osoby LGBT? Jestem bardzo ciekaw przebiegu procesu z pozwu Kaczyńskiego o naruszenie jego prywatności. Dzięki Netflix’owi ten proces ma ciekawszy wymiar. Hi, hi, hi … Kaczyński nie był kochankiem policjanta (nie słyszałem przynajmniej o tym) ale już wojskowy mundur podobno był mu bardzo bliski. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Minęło 35 lat od początku końca „zimnej wojny”

 

  Rozpoczęcie w dniu 11 października 1986 roku spotkania Prezydenta USA Ronalda Reagana z Sekretarzem Generalnym KPZR Michaiłem Gorbaczowem w Rejkiawiku stało się symbolicznym końcem „zimnej wojny” dwóch bloków politycznych i dwóch systemów wartości. Zakończył się okres pielęgnowania fikcji komunistycznego dobrobytu i świat pozornie wracał do rzeczywistości, bo wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ze złożoności tego procesu i  nieliczni znali jego prawdziwy scenariusz, który dopiero życie pokazało po kilkunastu latach . No cóż! Symbole jednak dla świata są bardzo ważne.

Foto:  Piotr Wódecki Höfði hús od strony oceanu

  Gdyby nie doszło do tego spotkania w Rejkiawiku, to pewnie ja nie mieszkałbym na Islandii, a sama wyspa byłaby dalej tylko jedną z największych przetwórni rybnych na świecie. Wszyscy usłyszeli o Islandii w 1986 roku i okazało się, że pod wieloma względami jest to fascynujące miejsce. Lód, wulkaniczny ogień, gejzery, krystalicznie czyste powietrze i duża przestrzeń składają się na wyjątkowy zbiór doznań turystycznych, a to z kolei przynosi wymierne dobra mieszkańcom. Islandia stoi więc dzięki wejściu do wielkiej polityki na dwóch filarach: miliony ton ryb i miliony turystów.

  Podobno o wyborze miejsca spotkania zdecydował przypadek, któremu pomógł sam Ronald Reagan, bo nie lubił latać. Proponowano na początku dwa miejsca: Londyn i Rejkiawik. Reagan wybrał Rejkiawik z racji krótszego o dwie godziny lotu. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale takie przypadki w historii nieraz decydują o rozwoju pewnych miejsc, jeśli zamieszkujący je ludzie potrafią z nich korzystać. Islandczycy do perfekcji wykorzystali tę sytuację i jej międzynarodowy wydźwięk.

Foto:  Katarzyna Wódecka  Höfði od strony miasta

  Gospodarzem dwudniowej „konferencji” była pani prezydent Islandii – Vagdís Finnbogadóttir, która jest jedną z najbardziej zasłużonych osób w najnowszej historii Islandii. Urząd pełniła przez szesnaście lat i chyba wszystkie strony sceny politycznej nie miały do pani prezydent większych zastrzeżeń, co przy obecnych podziałach jest rzadkością.

  Sam budynek wybrany na spotkanie ma bardzo interesującą przeszłość w miedzynarodowym kontekście. Został zbudowany w 1909 roku dla francuskiego konsula, pożniej przeszedł w ręce brytyjskie i w czasie drugiej wojny światowej gościł w nim Winston Churchill podczas wizytacji wojsk brytyjskiech na Islandii. W 1952 roku ambasada brytyjska sprzedała budynek Islandii, bo – uwaga – straszył w nim duch kobiety, czego nocami nie mógł znieść personel; MSZ nie zdementował powodu transakcji. 

  Dla miasta przyjazd w październiku 1986 roku półtora tysiąca ludzi jednocześnie (dwie delegacje i międzynarodowa obsługa medialna) był ogromnym wyzwaniem logistycznym, ponieważ nie było nawet tylu miejsc w hotelach w owym czasie. Ronald Reagan mieszkał w rezydencji amerykańskiego ambasadora, ale dziennikarze musieli gnieździć się po kilka osób w małych, hotelowych pokoikach.

  Spotkanie w Rejkiawiku było drugim tego typu zdarzeniem amerykańsko-radzieckim po rozmowach w Genewie w listopadzie 1985 roku. Myślę, że erozja systemu radzieckiego trwała już w najlepsze od końca lat siedemdziesiątych i kwestią czasu oraz właściwych uzgodnień był ostateczny demontaż ZSRR z militarnym przełożeniem w postaci Układu Warszawskiego. Ostatnio przeczytałem bardzo zabawną rzecz o polskim wątku w tamtych wydarzeniach, czyli jak Ronald Reagan użył podczas negocjacji w Rejkiawiku planów i dokumentów dostarczonych Amerykanom przez pułkownika Kuklińskiego. No cóż! Może Polakom potrzebni są nowi bohaterowie, ale znaczenie tych informacji było drugorzędne w relacji z ekonomicznym upadkiem bloku radzieckiego i brakiem możliwości dalszego rozwoju zbrojeń. Gorbaczow mógł tylko zachować pozory i prosić o „ułaskawienie”, które podobno właśnie w Rejkiawiku otrzymał, co powinno być właściwym symbolem tamtych dni – bezkarność komunistycznych watażków.

  Jednym z uczestników spotkania w Höfði był gen. Edward Leon Rowny (amerykański negocjator urodzony w polskiej rodzinie w Baltimore) który później powiedział, że najważniejszym ustaleniem było właśnie zapewnienie bezkarności przywódcom komunistycznym w zamian za pokojowe przekazanie przez nich władzy w państwach zależnych od ZSRR. Polityka USA wobec tych zbrodniarzy, którzy zasługiwali na następną Norymbergę, była nadzwyczaj łagodna, zatem wspomniany generał musiał mówić prawdę. Oficjalnie w Rejkiawiku nie było zawartego żadnego porozumienia i nie spisano żadnych dokumentów, ale znowu życie pokazało, że nie zawsze najważniejsze są dokumenty.

  Jeśli miałbym mówić o polskim wątku w rozmowach rejkiawickich, to wróciłbym do godziny 1130 dnia 25 września 1985 roku pod wejście do Rockefeller Center w Nowym Jorku, gdzie David Rockefeller ściskał dłoń polskiego żołnierza – generała Wojciecha Jaruzelskiego. W mediach amerykańskich Jaruzelski był wcieleniem zła, natomiast dla jednego z najbogatszych ludzi świata był wyjątkowo szanowanym gościem. Legendy narosły wokół tego zdarzenia, o czym może innym razem, ale myślę że rozmowy amerykańsko-radzieckie były dalszym ciągiem tej układanki. Malutki kroczek Jaruzelskiego z Rockefellerem pozwolił na pogłębianie porozumień w Genewie w 1985 roku i w Rejkiawiku w 1986 roku.

  Polski okrągły stół za trzy lata czy wcześniejszy „festiwal” solidarności również były jedynie malutkimi kroczkami na drodze światowej historii i najlepiej oddaje ich znaczenie osoba Lecha Wałęsy, który obalił zupełnie sam ten komunizm. Komentarz jest zbędny i znęcać się nad chorym nie wypada. Podobnie zresztą było z Tadeuszem Mazowieckim albo reformami Balcerowicza, które bardziej należałoby przypisać Rockefellerowi i Jaruzelskiemu. Uzgodnione w połowie lat osiemdziesiątych przemiany własnościowe w krajach poradzieckich w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku doprowadziły do ekonomicznego rozwarstwienia społeczeństw i autentycznej bezkarności rządzących. W Rosji i w Polsce do dzisiaj bezkarność władz jest normą, co PiS ze swoim „sprawiedliwym” ministrem Ziobro niemal codziennie, publicznie udowadnia.

  Z punktu widzenia szarego obywatela „imperium zła” pertraktacje z dobrymi Amerykanami nie przyniosły niczego dobrego poza wolnością i zawiedzionymi nadziejami. Błyskawicznie powstała uprzywilejowana warstwa posiadaczy i z drugiej strony pojawiła się warstwa ludzi pozbawionych najmniejszych szans na normalną, godną egzystencję. Pytanie tylko brzmi: kto mówił, że miało być inaczej? Bolszewicy? Reagan ze swoim kapitalistycznym kultem pracy od pucybuta do milionera? Niestety, szary obywatel zawsze musi liczyć wyłącznie na siebie, natomiast wszystkie idee wynikające z rewolucji francuskiej po tak zwanym oświeceniu są dobre do sprawowania kontroli nad całością społeczeństw w wyższej formie zniewolenia ogólnego – ekonomicznego i mentalnego.

  Musimy zatem cenić wolność, bo szybko odchodzi.

Piotr Wódecki

Powrót z Polski pod nadzorem

  Wydarzenia rodzinne w Polsce skłoniły mnie do krótkiej wizyty w ojczyźnie i szybkiego spojrzenia na jej problemy doczesne, bo te metafizyczne problemy dzięki modlitwom ojca dyrektora i biskupów od pedofilii mają się wspaniale, czyli nie istnieją publicznie. Hi, hi, hi … Nie byłem w Polsce przez rok i osiem miesięcy, co dało najdłuższy okres opuszczenia kraju przodków.

  Rodzinna impreza udała się wspaniale, ale i tak nic nie przebije mojego spotkania ze znajomym, z którym będziemy – mam nadzieję – współpracowali medialnie. Otóż następnego dnia po moim przylocie spotkaliśmy się w małej restauracyjce na Bemowie i rozmowa w miłej atmosferze toczyła się przez pewien czas w samotności. W pewnym momencie jednak nasza samotność została brutalnie przerwana i ktoś bezczelnie zaczął nas obserwować. Poczułem się dotknięty. Przylatuję na moment do Polski, spotykam się ze znajomym i od razu mamy „przyjaciół” obok. Oczywiście, tym obiektem nadzwyczajnego zainteresowania nie byłem ja, chociaż żałuję, że tym razem nie byłem tak doceniony przez polskie władze. Chodziło o Pana Redaktora Jana Pińskiego. Ależ oni go nienawidzą. Hi, hi, hi …

  Z różnych powodów jestem przyzwyczajony do nietypowych działań służb czy policji, ale wszystko powinno mieć swoje uzasadnienie i tak zwaną celowość. Jeśli służby państwowe w tak nieudolny i nieuzasadniony sposób prowadzą działania skierowane przeciwko dziennikarzom, to w którym miejscu jest ta nasza Polska. W którym kierunku idzie ta nasza Polska? Muszę teraz zweryfikować wiele moich poglądów na temat ojczyzny i przyznać, że jest o wiele gorzej, niż myślałem jeszcze dwa tygodnie temu. Polska pod nadzorem zaczyna przypominać Rosję.

  Piotr Wódecki