W ministerstwie cudów i skarbu nieodkrytego

Reforma reformy administracji rządowej trwa w najlepsze i zapewne nigdy się nie zatrzyma. Ponowne powstanie Ministerstwa Skarbu po pierwszych informacjach na ten temat uznałem za jakiś ponury żart, ale po potwierdzeniu tego przez kilka źródeł doszedłem do przekonania, że nowelizacja nowelizacji ustawy o IPN da się rozwinąć w reformę reformy zarządzania Skarbem Państwa. Podobnie zresztą reformuje się kolejne reformy służby zdrowia, prokuratury czy wymiaru sprawiedliwości.

Drugim ponurym żartem przy okazji reaktywacji wspomnianego ministerstwa było wyznaczenie na ministra osoby pana Sasina. Nad tym żartem nie mogłem wyjść z podziwu. Facet ma zasługi w uwikłaniu w zeznania członków zarządu banku z Wołomina, ale przełożenie tego na zarządzanie spółkami Skarbu Państwa wydaje mi się bardzo ryzykownym przedsięwzięciem, bo zewnętrzne finansowanie tych spółek w praktykowany w Wołominie sposób jest raczej nieprawdopodobne. A może? Hi, hi, hi … Spółki przecież utrzymują całą rzeszę partyjnych funkcjonariuszy i ich rodzin, a zatem może już w ich kasach brakuje środków.

Przez chwilę pomyślałem przy okazji powołania osoby pana Sasina na ministra, że w tym ministerstwie jest nieodkryty, prawdziwy skarb, który trzeba odnaleźć, do czego właśnie ta osoba nadaje się najlepiej, skoro w takim Wołominie znalazła coś dla partii. Ta myśl jedna szybko uleciała w niebyt, bo przecież często słuchałem osoby pana Sasina i o zdolności odkrywcze nie mogę go posądzać. Nie, nie … W Wołominie to zadziałało odwrotnie: to osobę pana Sasina okryła sytuacja. No właśnie. I wielki geniusz z Żoliborza z tej samej sytuacji teraz skorzystał.

Nie wiem, ile jeszcze reform i nowelizacji przed Polakami? Myślę przy tym, że koszty tych zabiegów tam i z powrotem w tym jednym ministerstwie pokryłyby co najmniej roczne koszty funkcjonowania dużego szpitala. Acha! Czy przed wyborami ktoś słyszał o przywróceniu Ministerstwa Skarbu? Czy ja coś przegapiłem, bo w programie wyborczym PiS znalazłem tylko na stronie pięćdziesiątej wspomnienie o centralizacji powoływania na kierownicze stanowiska w spółkach Skarbu Państwa? Ta centralizacja była zresztą wspomniana w kontekście wzmocnienia roli premiera.

Piotr Tomski

Kapłani wstydu i hańby

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź jest chyba znany dzisiaj każdemu Polakowi. Od wielu lat ten człowiek ośmiesza Kościół katolicki, stan kapłański i wszystkich wyznawców. Nie wiem, co powoduje, że taki człowiek jest ciągle arcybiskupem, ale wiem, że wielu Polaków dzięki niemu już nie należy do Kościoła katolickiego i z tą instytucją nie chce mieć nic wspólnego nawet w chwili śmierci.

Historia posługi wyżej wymienionego jest pasmem wstydu i hańby. Wrogowie Kościoła mieli z tego wiele radości, a wierni musieli połykać gorzkie pigułki alkoholowych występów pana o ksywie „flaszka”. Mianowany został przez Jana Pawła II na pierwszego po odnowieniu w 1991 roku biskupa polowego Wojska Polskiego i to chyba dało mu pozycję giganta Kościoła w Polsce. Trzydzieści lat trwa to nieporozumienie i alkoholowy ciąg. Hi, hi, hi … Odwołanie jednak było niemożliwe i papież – czyściciel – Franciszek też sobie z tym wrzodem na tyłku Kościoła nie poradził, czekają do emerytury wyżej wymienionego.

Doniesienia o stosunku arcybiskupa do innych duchownych po prostu porażają. Kościół jest instytucją feudalną, ale poniżanie innych i wykorzystywanie swojej pozycji w hierarchii tej instytucji do zaspakajania swoich chorych wyobrażeń jest w dwudziestym pierwszym wieku niedopuszczalne. Facet powinien dostać po mordzie od pierwszego upokorzonego księdza, po czym zawiadomiona policja powinna odstawić delikwenta w miejsce dla takich przeznaczone i arcybiskup powinien dochodzić sobie do zdrowia na izbie wytrzeźwień. Lęki duchownych łatwo jest wykorzystać, ale – mam nadzieję – nadejdzie teraz wyrównanie w prawdzie, a arcybiskupowi przed ołtarzem ktoś sprawiedliwy napluje w twarz.

Sprawa arcybiskupa uderza we wszystkich katolików w Polsce i nikt nie może obojętnie patrzeć na pychę człowieka upadłego, który niczego nie wyjaśnia, nie tłumaczy oraz atakuje ofiary. Acha! W swojej pysze buduje arcybiskup za „wdowi grosz” dla siebie i swojej rodziny pałace. Dla mnie na szczęście sprawa jest tylko dowodem słuszności mojej bezbożnej drogi życia.

Piotr Tomski

 

 

 

 

 

Upadek wizerunkowy Izraela

Zamknięcie placówek dyplomatycznych na całym świecie jest wydarzeniem wyjątkowym, a przede wszystkim nie wiem, czy w historii dyplomacji wydarzyło się coś podobnego i to z powodu zatargu między dwoma ministerstwami jednego rządu. Cyrk jest w tym przypadku eufemizmem na określenie tego wydarzenia.

Powaga tych przedstawicielstw dyplomatycznych czy wartość ich pracy stały się przedmiotem wewnętrznego targu w Izraelu, ale widzi to cały świat. Cały świat z zainteresowaniem teraz czyta, co media izraelskie piszą o politykach z dwóch skłóconych ministerstw, którzy zarzucają sobie niedotrzymywanie umów i wygrzebują dodatkowo informacje o funkcjonowaniu ambasad jako kosztownych ekspozytur izraelskiego wywiadu czy agentur izraelskiego przemysłu zbrojeniowego, co jest kosztowne i przynosi zyski całemu Izraelowi. Cały świat zatem widzi, czym jest Izrael i Izraelczycy.

W zaistniałej sytuacji ciekawie wygląda teraz polski rząd, który postawił na współpracę z Izraelem duże pieniądze. Hi, hi, hi … Może już tych pieniędzy nie ma? Może kosztowna dyplomacja izraelska przejadła wszystko i dlatego trzeba szybko im płacić za żydowskie mienie bezspadkowe? A może polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno wziąć na siebie koszty funkcjonowania placówki izraelskiej w Warszawie w ramach przyszłych wypłat za mienie bezspadkowe? Myślę, że powyższe pytania muszą trafić natychmiast pod obrady rządu, bo polska racja stanu wymaga błyskawicznej pomocy dla Izraela, gdzie mieszka wielu ludzi o polskich korzeniach, które trzeba pielęgnować i podsypywać groszem.

Podziały polityczne w Izraelu ośmieszyły wreszcie w oczach całego świata to faszystowskie państewko, które bezwzględnie morduje nawet dzieci swoich wrogów. No właśnie. Hitler też był śmiesznym, krzykliwym pajacem, który z biedy wyciągnął Niemców na podbój świata. Dzięki awanturze w Izraelu oficjalnie wiemy, czym zajmują się ambasady tego państwa i dlaczego są takie kosztowne. Porównanie Izraela z Niemcami Hitlera staje się uprawnione jak nigdy dotąd.

Piotr Tomski

 

 

 Historia Polski na kolanach

Jest ogromna część Polaków, którzy muszą zabiegać u przywódców innych narodów świata o względy, opinie, pozytywne oceny i nagrody. Cała historia pisana Polski składa się z takich opowieści, począwszy od pierwszych Piastów, a skończywszy na kierownictwie PiS. Inne narody uznałyby taką grupę za zdrajców i po prostu wyeliminowały, natomiast w Polsce to są twórcy historii nowoczesnego państwa.

Naród na kolanach jest wygodnym przedmiotem do użytku. Kościół katolicki w Polsce cały naród rzucił na kolana, a Kościół jest podobno Polską. Historia pisana Polski rzeczywiście opiera się na Kościele i rozgrywkach politycznych z nim związanych, w których wrogowie Kościoła musieli umierać, ale mamy dwudziesty pierwszy wiek, kiedy wiedza o Kościele pozwala na jego właściwą ocenę i rozliczenie tysiąca lat obłudy w Polsce.

Kiedy wielki geniusz z Żoliborza zaczął w 2015 roku mówić o wstawaniu z kolan w polityce zagranicznej Polski, to uwierzyłem wreszcie, że Polacy mogą zachowywać się poważnie. Kiedy premier Szydło stanęła przeciwko wszystkim przywódcom w Europie przy wybieraniu Tuska na szefa Rady Europejskiej, to byłem z niej dumny, że nawet w takiej sytuacji może mieć własne zdanie, że polski interes narodowy jest wreszcie wyartykułowany. Okazało się jednak, że to był chwilowy błysk, który miał tylko zasłonić uległość wobec innych „panów” naszej ojczyzny, ulokowanych w innych okolicach globu. Żoliborski oszust idealnie wpasował się w polską tradycję realizowania obcych interesów za jakieś ochłapy i pozory regionalnej władzy.

Tysiąc lat polskiej uległości wobec obcych dla mnie wystarczy, ale przeraża mnie teraz jedna myśl: w polskiej polityce nie ma ludzi, którzy mogliby budować polską niezależność. Ruch Narodowy czy Konfederacja prowadzi właściwie nauczanie religijne, a główna impreza narodowców, Marsz Niepodległości, wiąże się ostatnio z działalnością modlitewną. Czy ci ludzie nie znają historii i nie widzą współczesnego Kościoła? Znają i widzą i myśleć nie chcą.

Piotr Tomski

Opozycja w opałach

Członkini Wiosny, pani doktor Sylwia Spurek, odeszła na niezależność w parlamencie europejskim. Stwierdziła tylko, że Wiosna nie jest tą Wiosną, do której wstąpiła. No właśnie. Czemu właściwie mielibyśmy się dziwić? Czy ta pani nie ma racji? Czy na przykład sam twórca Wiosny nie jest większym oszustem, bo nie przekazał zgodnie z obietnicą mandatu pani profesor Płatek?

Opozycja miała się zjednoczyć w obronie wartości przeciwko PiS, bo PiS te wartości niszczy. Wstępem do tego była koalicja w wyborach do parlamentu europejskiego (z wyjątkiem Wiosny) i następnie zjednoczenie na listach do Senatu. Wszystkie wybory zostały przez te koalicje przegrane, bo do Senatu weszli też niezależni kandydaci, a de facto liczba senatorów PiS jest największa. Może to jednoczenie opozycji jest tak nieudolne, że wyborcy na odległość widzą fałsz. Wydaje mi się teraz, że nie ma już najmniejszych szans na wspólne działanie opozycji w Sejmie, natomiast Senat zostanie przez PiS przejęty, jeśli dla PiS nie będzie wygodniej mieć opozycyjnego Senatu przynajmniej do wyborów prezydenckich w przyszłym roku.

Platforma Obywatelska zmieni wkrótce swojego przywódcę, ale ten ruch jest spóźniony o rok. Schetyna był potrzebny Platformie do posprzątania bajzlu po Tusku i Kopaczowej, ale tylko do sprzątania pan Grzegorz się nadaje, bo całą resztę zawalił, spóźniał wszystkie decyzje i oddał zbyt wiele pola słabszym koalicjantom, co tak naprawdę nie opłacało się nikomu przy tym rozbiciu koalicji w Sejmie.

Mam nadzieję, że opozycyjni politycy zaczną myśleć i własne interesy (przypuszczam, że pani Spurek chodzi o niepłacenie kasy dla partii z jej poselskich apanaży) chociaż trochę odsuną na dalszy plan. Jeśli tego teraz nie zrobią, to obecny prezydent wygra wybory, a Senat na pewno przejdzie w ręce PiS i trzy lata reformatorskiej „jazdy bez trzymanki” przed Polakami. Po tych trzech latach nawet członkowie i członkinie PiS będą się opluwać między sobą, taka miłość w Polsce zapanuje.

Piotr Tomski

Islandzkie pralki na obrotach

Islandia znowu trafiła na języki dociekliwych ludzi od finansów, bo naraziła się na uwagi ze strony FATF – Financial Action Task Force. Nie wiem, czy w relacji do innych krajów na Islandii pierze się więcej pieniędzy, ale na pewno robi się to bardzo bezczelnie i w majestacie islandzkiego państwa. Szczytem bezczelności w powyższej kwestii był udział urzędującego premiera Islandii w 2016 roku w aferze „panama papers”. Może nadszedł czas na rozliczenie Islandii in gremio za wszystkie finansowe działania od dwudziestu lat.

Wydawałoby się niezorientowanym, że Islandia jest poważnym państwem, które należy do najbardziej rozwiniętych krajów na świecie. Islandia jest (lub była jeszcze rok temu) przede wszystkim modnym celem dla turystów z całego świata, bo potrafiła się dobrze zaprezentować i sprzedać. Świat uznał, że przybywa do jednego z rozwiniętych, atrakcyjnych krajów i dlatego musi płacić drogo za przeciętnej jakości produkty albo usługi. Niezorientowani jednak szybko się orientują, o co chodzi w tym biznesie. Efekt jest taki na dzisiaj, że liczba turystów spadła drastycznie i w ogóle zmienił się sposób zwiedzania Islandii: na przykład zagraniczni turyści są najlepszymi klientami najtańszych marketów. Hotele mają niewielkie obłożenie, a za to tanie i półlegalne lokale wynajmowane są drogą internetową.

Dochody z turystyki spadły, rybołówstwo z powodu limitów połowowych też traci znaczenie gospodarcze, natomiast islandzki przemysł sprowadza się do trzech hut aluminium i tyle. W Rejkiawiku do tego buduje się tysiące mieszkań, na co idą miliony euro. Co się za tym kryje? Co kryje się za ogromnymi sklepami z drogimi towarami, do których zagląda może jeden klient dziennie od dwóch lat mojej obserwacji? Pralki? HI, hi, hi … Pralki pracują na Islandii na wysokich obrotach.

Piotr Tomski

Smutny ambasador z Izraela

Smutne jest pojawienie się w Polsce kolejnego ambasadora Izraela, który bezczelnie zabiera głos w sprawach wewnętrznej polityki polskiej i to na temat demokratycznych wyborów Polaków. Smutne jest tak bezczelne wtrącanie się w sprawy Polaków, zwłaszcza że polskie władze państwowe nie reagują.

Rok temu te władze szły w Marszu Niepodległości obok członków dzisiejszej Konfederacji, a dzisiaj te same władze spokojnie słuchają, jak jakiś niewydarzony Izraelczyk niepokoi się tym marszem i wejściem do Sejmu Konfederacji.

Smutno mi, że byli w czasie II Wojny Światowej tacy Żydzi.

Pamiętajmy o wszystkich Żydach.

Piotr Tomski

Reprywatyzacja sądowa po Jakim

PiS powołał do życia komisję do spraw skutków reprywatyzacji kamienic i próbował odwrócić decyzje o zwrocie wielu nieruchomości, które trafiły w ręce … nieuprawnione z różnych powodów, bo prawa do tych nieruchomości przechodziły bardzo dziwną drogą w dziwne ręce. Komisja działa od dwóch lat, ale kasta sądowa dopiero teraz pokazuje całą gamę swoich odpowiedzi z podważeniem podstaw prawnych działania komisji na czele. Gdyby ktoś miał jaszcze wątpliwości, to przypomnę, że należącym do kasty, chodzi wyłącznie o to, żeby było, jak było.

Kaście chodzi o możliwość wydawania orzeczeń na korzyść pełnomocników stuczterdziestoletnich ludzi i bezkarność po takich orzeczeniach. Kaście chodzi o utrzymanie wpływów w określonych środowiskach (kancelarie prawne, prokuratury, policja i inne służby) z którymi współdziała od lat na zasadzie naczyń połączonych do wymiany płynów „wewnątrzustrojowych”, bo tylko te wpływy i wymiany gwarantują powyższą bezkarność po wydaniu absurdalnych orzeczeń za kasę. Kaście chodzi o przywrócenie ładu własnościowego, za który kasta już wzięła kasę i musi się do końca wywiązać, bo w sytuacji innej grozi jej … kara umowna w postaci ujawnienia informacji niejawnych o wyczynach kasty, po czym już nawet sam TSUE i ojciec chrzestny Safjan nie pomogą w zamiataniu. Kaście chodzi wreszcie o ciszę, bo tylko w ciszy kasta jest kastą, a cała reszta po cichu prosi o łaskę lub płaci za spokój w załatwianiu swoich spraw, jak przystało na dobre, feudalne państwo ze średniowiecza.

Dla dopełnienia śmieszności prac komisji w relacji z działalnością kasty napiszę tylko jedno o panu Jakim, który zawdzięcza tej komisji karierę w parlamencie europejskim. Otóż pan Jaki od początku do końca był funkcjonariuszem partyjnym i nic więcej. Komisja jest formą ludowego trybunału, natomiast pan Jaki był tylko wykonawcą „woli ludu” z nadania partii. Przykra jest ta ocena, ale niczego innego tam nie zauważyłem po dwóch latach telewizyjnych cyrków transmitowanych najczęściej na żywo.

Piotr Tomski

Dziewięćdziesiąta rocznica wielkiego przebudzenia

Dziewięćdziesiąt lat temu wydarzył się „czarny czwartek” na amerykańskiej giełdzie przy Wall Street w Nowym Jorku, co jest uznawane za początek wielkiego kryzysu gospodarczego o zasięgu globalnym. Dlaczego ten kryzys jest tak ważny? Ten kryzys jest ważny, bo był pierwszym kryzysem, który wywołały … marzenia. Ten kryzys jest ważny, bo ówczesny system marzeń przy zarządzaniu gospodarkami świata działa do dzisiaj.

Nie mogę tu wdawać się w analizę przyczyn kryzysu z 1929 roku, ale mogę krótko wyrazić moje podsumowanie tych przyczyn. Podsumowaniem jest tylko jedno słowo: spekulacja. To jest słowo klucz do działalności giełdy nowojorskiej, która przynosiła ogromne zyski właśnie na spekulacyjnej bańce w obrocie akcjami notowanych tam spółek. Handel akcjami był kredytowany przez banki bez odpowiednich zabezpieczeń w rezerwach bankowych i to marzenie o ciągłym wzroście cen akcji doprowadziło do zatrzymania obrotów giełdy, kiedy wszyscy zorientowali się, że mają w rękach tylko bezwartościowe, papierowe wersje swoich marzeń o bogactwie.

Czy po tylu latach ludzkość wyciągnęła wnioski z tamtych wydarzeń? Wydawałoby się dzisiaj, że giełdy są zabezpieczone przed takim kryzysem, a rozproszony system narzędzi finansowych powinien rozłożyć ewentualne wstrząsy w gospodarce na wiele płaszczyzn i kierunków. Jest jednak wiele osób, które twierdzą, że lepszy jest tylko kamuflaż dla systemu oszustw i nic więcej. Bańki spekulacyjne powstają jak grzyby po deszczu i właśnie na różnych płaszczyznach w różnych kierunkach prowadzą ludzi do bankructw. Ostatni kryzys z 2008 roku był najlepszym przykładem na to, że lekcji sprzed dziewięćdziesięciu lat menedżerowie od finansów nie odrobili.

Co teraz czeka marzycieli? Czy zawali się zbiór kredytów studenckich? Czy spekulacje na cenach nieruchomości w wielu miejscach świata zasypią tysiące funduszy inwestycyjnych – w tym emerytalnych funduszy? Nie wiem. Zapewne kryzys zaskoczy nas wszystkich.

Piotr Tomski

Śmierć w kontenerze do raju

Dzisiaj w nocy odkryto w okolicach Londynu ciała trzydziestu dziewięciu osób w kontenerze stojącym na naczepie ciężarówki, która przyjechała na Wyspy Brytyjskie z Belgii. Wydarzenie jest jednym z wielu zbrodniczych wydarzeń w historii najnowszych ruchów migracyjnych ludzkości i będzie zwłaszcza medialnie na pewno użyte do robienia polityki, co jest kolejną zbrodnią.

Świat jest podzielony pod względem ekonomicznej kondycji społeczeństw i to musi generować problem wędrówki ludzi z miejsc o złej kondycji do miejsc o kondycji dobrej. W epoce powszechnego dostępu do informacji o miejscach dobrobytu już nikt nie chce świadomie spędzić życia w biedzie i trudno kogokolwiek o tę niechęć obwiniać. Jeśli teoretycznie dajemy wszystkim ludziom na świecie te same prawa, to tym bardziej nie powinniśmy pozbawiać ich prawa do wolnego wyboru miejsca pobytu. Teoretycznie! Praktycznie ludzie nie mają równych praw i są przywiązani do miejsc, w których się rodzili, a za wyrwanie się z tych ograniczeń niektórzy muszą zapłacić życiem.

Opowiadanie bajek o równości i prawach człowieka powinno być karane, jak karze się współudział w zbrodni, bo to właśnie te bajki wepchnęły te trzydzieści dziewięć osób do kontenera znalezionego pod Londynem. Zapewne zapłacili za podróż do raju, z którego mieli zapewne wspomagać całe swoje rodziny. Przemytnicy zapewne ze strachu albo z niedbalstwa zostawili ich na męczeńską śmierć.

 

Piotr Tomski