Chłopcy z ferajny po polsku

  Marian, Zbynio, Mario i boss wszystkich bossów Jareczek to czołówka mafii żoliborskiej. Była pruszkowska, wołomińska, mokotowska, trójmiejska, a teraz jest największa i najsilniejsza mafia żoliborska. Pocieszające jest tylko to, że wszystkie polskie mafie rozpadają się po wewnętrznych wojnach i wzajemnych oskarżeniach konfidentów – zaufanych szefów. Zawsze jest tylko jeden kłopot: jak długo ferajna zamęcza swoje otoczenie?

  W zdrowych społecznościach obywatelskich nie ma szans na wytworzenie takiej przestępczej grupy, bo zdrowi obywatele nigdy nie rezygnują ze swoich praw i obowiązków. Dla Polaków jest to śmieszne i niehonorowe, dlatego będą „dojeżdżani” przez PiS jeszcze długo. Przy pełnej wiedzy na temat przestępczej działalności Ziobry, Kamińskiego czy Banasia dalej wybrali ich na drugą kadencje parlamentu, co było przełomowym momentem w umocnieniu ferajny.  

  Niestety, nie rozumiemy jako naród, że wszelkie służby i prokuratura są po to, żeby do nich donosić o każdej nieprawidłowej postawie innego obywatela. Mamy zapewne jako obywatele złe doświadczenia z państwem, bo przez wieki państwo Polaków nie było polskie. Ale!!! Musimy teraz zrozumieć, że Polak – obywatel jest u siebie w domu i ma prawa oraz określone obowiązki wobec dobra wspólnego, natomiast czasy rozszarpywania „ostatniego kawałka sukna” muszą się zakończyć. I co? Nie do przyjęcia? Honor każe nie donosić.

  Alternatywą honorową dla społeczeństwa obywatelskiego w Polsce jest władza PiS i władza PO. Polacy po prostu będą dalej szukać „dojść i układów”, żeby zarobić na chleb dla siebie i swoich dzieci, a kiedy trafią do więzienia, to dostaną propozycję nie do odrzucenia: doniesiesz to wyjdziesz. Hi, hi, hi … Ferajna po polsku z zasadami. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

    Hiacyntu owoce

  Netflix pokazał ciekawy film, który przypomniał tło pewnej akcji służby bezpieczeństwa z lat 1985 – 1987. Film opowiada historię oderwaną od samej akcji, bo artyści mają swoje prawa i potrzeby, które nie muszą być tożsame z wysiłkami historyków, zwłaszcza że w przypadku akcji „Hiacynt” historycy się nie wysilali nigdy. Może nie mogli, a może nie chcieli dla dobra swoich naukowych karier?

  Uwzględniwszy dzisiejszą wiedzę na temat okoliczności „Hiacyntu” i czasu jego przeprowadzenia, uważam tę akcję za formę zabezpieczenia pewnej części funkcjonariuszy poprzedniego systemu, którzy mieli wprawdzie gwarancję bezkarności od ówczesnych władców świata, ale chcieli też mieć pewność i wpływ na nowych polityków. Sprawa samej akcji jest już wyjątkowo obrzydliwa i wręcz modelowa dla peerelowskich służb specjalnych, ale jej wykorzystywanie przez ponad trzydzieści lat do wpływania na polskie władze jest czymś niewyobrażalnym. Jeśli doda się do tego osobę posła Kaczyńskiego, to po drodze tej kariery wszystkie migawki z Magdalenki z Kiszczakiem dają nam tak odrażający, wspólny obraz polskiej polityki, że właściwie nie można już niczego gorszego sobie wyobrazić. Kaczyński wykreowany przy okrągłym stole i dopuszczony na szczyty władzy po abdykacji Jaruzelskiego jest do dzisiaj wahadłowym zarządzającym Polską. Owoc akcji „Hiacynt”? Idealnie łączy się też Kaczyński z pedofilami z Kościoła katolickiego i wielkim biznesem postkomunistycznym.

  Okazało się niedawno, że mówienie o homoseksualizmie Kaczyńskiego jest naruszeniem jego prywatności. Czy wobec akcji „Hiacynt” możemy w Polsce mówić o prywatności geja, który ukrywa swoją orientację seksualną i nawet zwalcza osoby LGBT? Jestem bardzo ciekaw przebiegu procesu z pozwu Kaczyńskiego o naruszenie jego prywatności. Dzięki Netflix’owi ten proces ma ciekawszy wymiar. Hi, hi, hi … Kaczyński nie był kochankiem policjanta (nie słyszałem przynajmniej o tym) ale już wojskowy mundur podobno był mu bardzo bliski. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Minęło 35 lat od początku końca „zimnej wojny”

 

  Rozpoczęcie w dniu 11 października 1986 roku spotkania Prezydenta USA Ronalda Reagana z Sekretarzem Generalnym KPZR Michaiłem Gorbaczowem w Rejkiawiku stało się symbolicznym końcem „zimnej wojny” dwóch bloków politycznych i dwóch systemów wartości. Zakończył się okres pielęgnowania fikcji komunistycznego dobrobytu i świat pozornie wracał do rzeczywistości, bo wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ze złożoności tego procesu i  nieliczni znali jego prawdziwy scenariusz, który dopiero życie pokazało po kilkunastu latach . No cóż! Symbole jednak dla świata są bardzo ważne.

Foto:  Piotr Wódecki Höfði hús od strony oceanu

  Gdyby nie doszło do tego spotkania w Rejkiawiku, to pewnie ja nie mieszkałbym na Islandii, a sama wyspa byłaby dalej tylko jedną z największych przetwórni rybnych na świecie. Wszyscy usłyszeli o Islandii w 1986 roku i okazało się, że pod wieloma względami jest to fascynujące miejsce. Lód, wulkaniczny ogień, gejzery, krystalicznie czyste powietrze i duża przestrzeń składają się na wyjątkowy zbiór doznań turystycznych, a to z kolei przynosi wymierne dobra mieszkańcom. Islandia stoi więc dzięki wejściu do wielkiej polityki na dwóch filarach: miliony ton ryb i miliony turystów.

  Podobno o wyborze miejsca spotkania zdecydował przypadek, któremu pomógł sam Ronald Reagan, bo nie lubił latać. Proponowano na początku dwa miejsca: Londyn i Rejkiawik. Reagan wybrał Rejkiawik z racji krótszego o dwie godziny lotu. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale takie przypadki w historii nieraz decydują o rozwoju pewnych miejsc, jeśli zamieszkujący je ludzie potrafią z nich korzystać. Islandczycy do perfekcji wykorzystali tę sytuację i jej międzynarodowy wydźwięk.

Foto:  Katarzyna Wódecka  Höfði od strony miasta

  Gospodarzem dwudniowej „konferencji” była pani prezydent Islandii – Vagdís Finnbogadóttir, która jest jedną z najbardziej zasłużonych osób w najnowszej historii Islandii. Urząd pełniła przez szesnaście lat i chyba wszystkie strony sceny politycznej nie miały do pani prezydent większych zastrzeżeń, co przy obecnych podziałach jest rzadkością.

  Sam budynek wybrany na spotkanie ma bardzo interesującą przeszłość w miedzynarodowym kontekście. Został zbudowany w 1909 roku dla francuskiego konsula, pożniej przeszedł w ręce brytyjskie i w czasie drugiej wojny światowej gościł w nim Winston Churchill podczas wizytacji wojsk brytyjskiech na Islandii. W 1952 roku ambasada brytyjska sprzedała budynek Islandii, bo – uwaga – straszył w nim duch kobiety, czego nocami nie mógł znieść personel; MSZ nie zdementował powodu transakcji. 

  Dla miasta przyjazd w październiku 1986 roku półtora tysiąca ludzi jednocześnie (dwie delegacje i międzynarodowa obsługa medialna) był ogromnym wyzwaniem logistycznym, ponieważ nie było nawet tylu miejsc w hotelach w owym czasie. Ronald Reagan mieszkał w rezydencji amerykańskiego ambasadora, ale dziennikarze musieli gnieździć się po kilka osób w małych, hotelowych pokoikach.

  Spotkanie w Rejkiawiku było drugim tego typu zdarzeniem amerykańsko-radzieckim po rozmowach w Genewie w listopadzie 1985 roku. Myślę, że erozja systemu radzieckiego trwała już w najlepsze od końca lat siedemdziesiątych i kwestią czasu oraz właściwych uzgodnień był ostateczny demontaż ZSRR z militarnym przełożeniem w postaci Układu Warszawskiego. Ostatnio przeczytałem bardzo zabawną rzecz o polskim wątku w tamtych wydarzeniach, czyli jak Ronald Reagan użył podczas negocjacji w Rejkiawiku planów i dokumentów dostarczonych Amerykanom przez pułkownika Kuklińskiego. No cóż! Może Polakom potrzebni są nowi bohaterowie, ale znaczenie tych informacji było drugorzędne w relacji z ekonomicznym upadkiem bloku radzieckiego i brakiem możliwości dalszego rozwoju zbrojeń. Gorbaczow mógł tylko zachować pozory i prosić o „ułaskawienie”, które podobno właśnie w Rejkiawiku otrzymał, co powinno być właściwym symbolem tamtych dni – bezkarność komunistycznych watażków.

  Jednym z uczestników spotkania w Höfði był gen. Edward Leon Rowny (amerykański negocjator urodzony w polskiej rodzinie w Baltimore) który później powiedział, że najważniejszym ustaleniem było właśnie zapewnienie bezkarności przywódcom komunistycznym w zamian za pokojowe przekazanie przez nich władzy w państwach zależnych od ZSRR. Polityka USA wobec tych zbrodniarzy, którzy zasługiwali na następną Norymbergę, była nadzwyczaj łagodna, zatem wspomniany generał musiał mówić prawdę. Oficjalnie w Rejkiawiku nie było zawartego żadnego porozumienia i nie spisano żadnych dokumentów, ale znowu życie pokazało, że nie zawsze najważniejsze są dokumenty.

  Jeśli miałbym mówić o polskim wątku w rozmowach rejkiawickich, to wróciłbym do godziny 1130 dnia 25 września 1985 roku pod wejście do Rockefeller Center w Nowym Jorku, gdzie David Rockefeller ściskał dłoń polskiego żołnierza – generała Wojciecha Jaruzelskiego. W mediach amerykańskich Jaruzelski był wcieleniem zła, natomiast dla jednego z najbogatszych ludzi świata był wyjątkowo szanowanym gościem. Legendy narosły wokół tego zdarzenia, o czym może innym razem, ale myślę że rozmowy amerykańsko-radzieckie były dalszym ciągiem tej układanki. Malutki kroczek Jaruzelskiego z Rockefellerem pozwolił na pogłębianie porozumień w Genewie w 1985 roku i w Rejkiawiku w 1986 roku.

  Polski okrągły stół za trzy lata czy wcześniejszy „festiwal” solidarności również były jedynie malutkimi kroczkami na drodze światowej historii i najlepiej oddaje ich znaczenie osoba Lecha Wałęsy, który obalił zupełnie sam ten komunizm. Komentarz jest zbędny i znęcać się nad chorym nie wypada. Podobnie zresztą było z Tadeuszem Mazowieckim albo reformami Balcerowicza, które bardziej należałoby przypisać Rockefellerowi i Jaruzelskiemu. Uzgodnione w połowie lat osiemdziesiątych przemiany własnościowe w krajach poradzieckich w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku doprowadziły do ekonomicznego rozwarstwienia społeczeństw i autentycznej bezkarności rządzących. W Rosji i w Polsce do dzisiaj bezkarność władz jest normą, co PiS ze swoim „sprawiedliwym” ministrem Ziobro niemal codziennie, publicznie udowadnia.

  Z punktu widzenia szarego obywatela „imperium zła” pertraktacje z dobrymi Amerykanami nie przyniosły niczego dobrego poza wolnością i zawiedzionymi nadziejami. Błyskawicznie powstała uprzywilejowana warstwa posiadaczy i z drugiej strony pojawiła się warstwa ludzi pozbawionych najmniejszych szans na normalną, godną egzystencję. Pytanie tylko brzmi: kto mówił, że miało być inaczej? Bolszewicy? Reagan ze swoim kapitalistycznym kultem pracy od pucybuta do milionera? Niestety, szary obywatel zawsze musi liczyć wyłącznie na siebie, natomiast wszystkie idee wynikające z rewolucji francuskiej po tak zwanym oświeceniu są dobre do sprawowania kontroli nad całością społeczeństw w wyższej formie zniewolenia ogólnego – ekonomicznego i mentalnego.

  Musimy zatem cenić wolność, bo szybko odchodzi.

Piotr Wódecki

Powrót z Polski pod nadzorem

  Wydarzenia rodzinne w Polsce skłoniły mnie do krótkiej wizyty w ojczyźnie i szybkiego spojrzenia na jej problemy doczesne, bo te metafizyczne problemy dzięki modlitwom ojca dyrektora i biskupów od pedofilii mają się wspaniale, czyli nie istnieją publicznie. Hi, hi, hi … Nie byłem w Polsce przez rok i osiem miesięcy, co dało najdłuższy okres opuszczenia kraju przodków.

  Rodzinna impreza udała się wspaniale, ale i tak nic nie przebije mojego spotkania ze znajomym, z którym będziemy – mam nadzieję – współpracowali medialnie. Otóż następnego dnia po moim przylocie spotkaliśmy się w małej restauracyjce na Bemowie i rozmowa w miłej atmosferze toczyła się przez pewien czas w samotności. W pewnym momencie jednak nasza samotność została brutalnie przerwana i ktoś bezczelnie zaczął nas obserwować. Poczułem się dotknięty. Przylatuję na moment do Polski, spotykam się ze znajomym i od razu mamy „przyjaciół” obok. Oczywiście, tym obiektem nadzwyczajnego zainteresowania nie byłem ja, chociaż żałuję, że tym razem nie byłem tak doceniony przez polskie władze. Chodziło o Pana Redaktora Jana Pińskiego. Ależ oni go nienawidzą. Hi, hi, hi …

  Z różnych powodów jestem przyzwyczajony do nietypowych działań służb czy policji, ale wszystko powinno mieć swoje uzasadnienie i tak zwaną celowość. Jeśli służby państwowe w tak nieudolny i nieuzasadniony sposób prowadzą działania skierowane przeciwko dziennikarzom, to w którym miejscu jest ta nasza Polska. W którym kierunku idzie ta nasza Polska? Muszę teraz zweryfikować wiele moich poglądów na temat ojczyzny i przyznać, że jest o wiele gorzej, niż myślałem jeszcze dwa tygodnie temu. Polska pod nadzorem zaczyna przypominać Rosję.

  Piotr Wódecki  

Fenomenalny przypadek upartego Rafałka

  Facet, który płaci swoim ideowym przeciwnikom sto tysięcy złotych, żeby mu wykształcili córkę, musi mieć jakiś problem z głową. Wyobraźni mu chyba nie brakuje? I co będzie z jej cnotami niewieścimi, drogi Rafałku? 

 Podobno „rodzima kanalia” załatwiła Rafałkowi zakaz wjazdu do Wielkiej Brytanii. Pominę już kwestię niegrzecznego słownictwa naszego mistrza, ale myślenie o wielkich mocach sprawczych kogokolwiek z Polski na Wyspach Brytyjskich jest niemądre. Rafałkowi, oczywiście, nie przyszło do twardej głowy, że przyczyna tkwi właśnie – wyłącznie w jego twardej głowie. Wygłaszane publicznie przez Rafałka zdania mogą być rasistowskie i szerzyć nienawiść na różnym tle, a to z kolei dyskwalifikuje go z grona osób „oczekiwanych” w Wielkiej Brytanii. 

 Odrębną kwestią jest sama chęć wyjazdu do kraju, w którym „dżenderowi” lewacy niszczą chrześcijańskie wartości. Po co Rafałek tam chciał jechać? Prywatnie? Kiedy ktoś jest takim pryncypialnym idealistą i dla Polski w TVP pracuje przez całe dnie i noce, to nie ma – prywatnie. Hi, hi, hi … A córkę uczy się po męsku, gdzie jest jej miejsce w szeregu, w którym ma gromadę dzieci urodzić dla Polski . Hi, hi, hi … Żaden przyzwoity patriota polski nie oddałby swojego dziecka w łapy zboczeńców z LGBTQ+. 

  Rafałku, gdzie jest twój honor? Ty im płacisz, a oni mają cię w du…ie i ty dalej im płacisz i jeszcze się tam pchasz nieproszony. Obudź się Rafałku. 

  Piotr Tomski

Julka z trybunału za dychę

  Ośmieszenie Trybunału Konstytucyjnego w Polsce nie wyszło nikomu w tak spektakularny sposób, jak zrobił to Wielki Guru z Żoliborza. Prezesem zrobił Julkę od rosołków, natomiast sędziami ogłosił między innymi Kryśkę od sałatek i Stacha – obrońcę pedofilów nagradzanego jeszcze przez Jaruzelskiego. Jest moc. Hi, hi, hi …

  Wczoraj oglądałem przez pewien czas obrady tego grona dziwnych osób, które toczyły zażarty bój z przedstawicielami Rzecznika Praw Obywatelskich. O co? No właśnie. Jedni powiedzą, że to był bój o suwerenność, natomiast inni się zaśmieją, że jest to wojna o możliwość stworzenia reżimu czy dyktatury. Kiedy jednak ci pierwsi mówią o niezależności kogokolwiek wybieranego przez większość sejmową pod kontrolą Kaczyńskiego, to poziom ich wiarygodności jest zerowy. Kiedy jeszcze do tego mówią przy KRS o identycznych z polskimi rozwiązaniach europejskich, to ja się pytam: gdzie jeszcze Kaczyński w Europie wciąga rosołki? Nigdzie. Hi, hi, hi …

  Autorytet prawników w Polsce przestał istnieć, a zastąpiony został przez kasę, wpływy, powiązania, które przede wszystkim muszą prowadzić najbliższą drogą do Kaczyńskiego lub Ziobry. Nieposłusznych karze się bezwzględnie, a wiernym pozwala rosołki gotować. Łaskawe spojrzenie prezesa jest najwyższą formą nagrody. Hi, hi, hi … Reszta świata prawniczego może jeszcze powalczyć chwilowo w sądach bądź gdzieś w sferze akademickiej, ale i to już długo nie potrwa. Czas płynie i droga powiązań staje się jednokierunkowa, co już w mediach „wolnych” zaczynają rozumieć i garnki na rosołki grzeją.

  Nie wiem, czy Unia Europejska postawiła już przysłowiową kreskę na Polsce, ale dla mnie nadzieja umiera ostatnia. Jako Polak zagranicą chciałem ojczyznę wspomagać i patriotycznie budować jej pozytywny wizerunek w świecie. Niestety, trybunał za dychę pomoże zniszczyć wszystko w tym wizerunku i doprowadzi do sytuacji, że ludzie będą się obawiać do Polski pojechać turystycznie.

  Piotr Tomski

    NIK kontra Ziobro

  Dzisiejsza konferencja prasowa w NIK jasno pokazała, że pan Zbyszek poszedł za daleko w sprawach finansowych i musi ponieść odpowiedzialność karną za swoje błędy. Kontrolerzy NIK nie złożyli zawiadomienia bezpośrednio na temat pana Zbyszka, ale wydaje mi się po tych pięciu innych zawiadomieniach, że to jest tylko kwestią czasu.

  Po poniedziałkowych publikacjach o kumoterstwie i nepotyzmie w obozie rządzącym ta konferencja jest domknięciem problemu przestępczego rozkradania publicznych pieniędzy. Pan Zbyszek z kolegami okradł już kilka lat temu Unię Europejską z pieniędzy przeznaczonych na ochronę klimatu, które przeznaczył na działalność partyjną. Ma więc doświadczenie w manipulacjach, zacieraniu śladów i bezkarności, a teraz jedynie skala tej grabieży wzrosła. Propaganda rządowa, oczywiście, stara się przykryć wszystko i wrzucić do jednego worka z kłamstwami opozycji, które określane są jako bezradne ataki na „świętą” partię, ale mam wrażenie, że dzisiaj nawet najtwardszy elektorat przynajmniej się zastanowi nad panem Zbyszkiem.

  Pan Zbyszek jest obciążeniem dla PiS, ale przy tak nikłej większości w parlamencie ogon będzie kręcił psem i tyle. Hi, hi, hi … Kaczyński z Ziobro „idą w dyszlu” niczym prawdziwe gity i funfle spod celi. Taki związek wiele znaczy i może się zakończyć wyłącznie w jeden sposób – śmierć. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Naszym wszystko wolno

  Afera z krową czy raczej klaczą przykryła ważną publikację połączonych mediów na temat kumoterstwa i nepotyzmu w obozie rządzącym. Informacje o „naszych” z kasą nie były wcale odkrywcze, bo wymagały jedynie zebrania w publicznie dostępnych źródłach, ale potrzebna była krowa, żeby ludzie nie mówili o tym, a zatem sprawa jest bardzo poważna. Hi, hi, hi …

  Wniosek z tej mrówczej pracy medialnej jest jeden: naszym wszystko wolno. Dzielą się ogromnymi pieniędzmi właściwie bez uzasadnienia społecznego i nie widzą potrzeby tłumaczenia się z tego, bo wszyscy tak robili przez trzydzieści lat odnowionej Polski. Może robili? Może robili inaczej? W każdym razie PiS „ogarnął” państwowe spółki w sposób perfekcyjny – od prezesa do sprzątaczki. Gdybyśmy analizowali strukturę zatrudnienia i współpracy, to trafilibyśmy na miliony „parówek z Orlenu”, bo parówki też należy „ogarnąć”. A wszystko odbywa się pozornie w majestacie prawa.

  No właśnie. Pozornie. Zatrudnianie „naszych” gwarantuje przede wszystkim jedno: będą głosować na „naszych”, a to jest już korzyść osobista tych, którzy głosujących zatrudniali. Chyba że się mylę? Hi, hi, hi … W takim razie z drugiej strony: ilu z zatrudnionych płaci na kampanie wyborcze rządzących? Takie wpłaty są już chyba korzyścią osobistą? No właśnie.

  Wiem, że prokuratura jest w „naszych” rękach, a żona „szeryfa” garściami bierze z kasy państwowych spółek. Naszym wszystko wolno!? Mam nadzieję, że chociaż szyje ich swędzą, bo poseł Braun czuwa.

  Piotr Tomski

Ale chłopa z krową pokazywać

  Napisałem wczoraj po konferencji, że minister Kamiński zrobił milowy krok w edukacji seksualnej dzieci, kiedy pokazał zdjęcia seksu międzygatunkowego. Tak. Wszystkie środowiska progresywne w Polsce mogą pozazdrościć odwagi.

  Pominę już samą słabość ministra do suk, bo myślę że krowy do suki nie da się porównać, ale skupmy się na formalnych podstawach jego ostatnich działań. Samo publiczne pokazanie zoofilii w tak skrajnym wydaniu jest, moim zdaniem, poważnym przestępstwem. Zdjęcie było wprawdzie częściowo zakryte, ale chyba w przypadku zoofilii pokazana część zdjęcia wystarczy do uznania go za pornografię. Czy można rozpowszechniać na konferencji prasowej pornografię?

  Pan minister został już raz skazany za preparowanie dowodów w postępowaniach, a zatem jego wiarygodność w takiej kwestii jest delikatnie pisząc – niewielka. Podobno przedstawione zdjęcia są dowodem w jakimś postępowaniu. W jakim? Samo przekroczenie granicy nie jest chyba podstawą do przeglądania czyjegoś telefonu i zgrywania znalezionych tam zdjęć oraz ich publikacji. Czy jakikolwiek biegły badał oryginalność tych zdjęć?

  Teraz podsumujmy: chłopa z krową pokazał koleś, który ma skłonności do zoofilii i preparowania dowodów niepopełnionych przestępstw. Wystarczy? Do tego ten koleś, co już przez niezawisły sąd zostało raz stwierdzone, ma tendencję do wciągania w przestępcze działania swoich podwładnych, a to znaczy po prostu, że jego podwładni również muszą popełniać przestępstwa. Wystarczy?

  Od dzisiaj w mediach przy okazji informacji o ministrze Kamińskim zawsze powinno być umieszczane zdjęcie suki rasy bokserka. Tak dla równowagi należy o tym informować. Aha! Koniecznie przy ministrze Kamińskim należy też wspominać, jak koleś kolesia ułaskawił. Hi, hi, hi … I za chłopa z krową ułaskawi drugi raz.

  Piotr Tomski

Leczenie służby zdrowia

  Polska służba zdrowia nie powinna różnić się od swoich odpowiedniczek w Unii Europejskiej czy w innych, cywilizowanych częściach świata. Wszyscy chyba od prawa do lewa zgodzą się z powyższym stwierdzeniem.

  Skoro zgodziliśmy się w kwestii celu dla polskiej służby zdrowia, to powinniśmy mieć również zgodność przy drugim stwierdzeniu: musimy szybko zmienić polską służbę zdrowia. Zgoda zapewne co do zmiany jest, tyle że tu już pojawi się milion albo nawet kilka milionów pomysłów na szczegółowe rozwiązania problemu. Dlatego właśnie leczenie polskiej służby zdrowia jest tak trudne.

  Wiele razy pisałem o nieracjonalnym systemie finansowania przychodni rodzinnych w relacji do pozostałych segmentów służby zdrowia. Wiele razy pisałem o wprowadzeniu podstawowej zasady funkcjonowania służby zdrowia, która musi polegać na płaceniu za usługę. Przyszła pandemia i moje pisanie o polskiej służbie zdrowia stało się po prostu śmieszne. Lekarze rodzinni znowu dostali kasę, bo udzielili przecież wspaniałych porad telefonicznych i wystawili wiele recept przez okna, natomiast płacenie za usługi w pandemii rzeczywiście wspaniale zastosowało się do jednej i jedynej choroby, pozostawiwszy leczenie pozostałych chorób panu bogu albo diabłu – ewentualnie prywatnemu sektorowi, który działał w pandemii doskonale i bez zbędnych ograniczeń.    

  Pandemiczne zawieszenie, w którym dzisiaj jest polska służba zdrowia, idąc tokiem rozumowania niektórych rozsądnych polityków, powinno zawiesić zarządzających nią łobuzów. Definitywnie. Jeśli dłużej będziemy tolerować błędy rządzących, to wkrótce będzie umierało milion Polaków rocznie bez dostępu do szpitali. Czy na pewno tego chcemy?

  Piotr Tomski