Przekręty nałogowego kłamcy

  Ludzie dobrze mówią o piciu alkoholu i słabej głowie, której wystarczy pół literka, żeby zacząć chwalić się prawdą o słupach bankowych, miskach ryżu i zagospodarowywaniu oczekiwań motłochu. Wszystko byłoby fajnie, ale ten nałogowy kłamca jest premierem i objawieniem polskiej „prawicy”. Kiedy na początku urzędowania Sejmu w 2015 roku Paweł Kukiz powiedział publicznie jako pierwszy, że Morawiecki ojciec odszedł od niego, bo musi wspierać syna, który będzie wkrótce premierem, to śmiałem się do łez i zrozumiałem na czym polega cały ten „myk” pisowski. Dodam z wielkim ubolewaniem i wstydem, że głosowałem w 2015 roku na Pawła Kukiza w wyborach prezydenckich (w drugiej turze na Dudę) i na PiS w wyborach parlamentarnych.

  Artykuł w „Wyborczej” pokazał w sposób jednoznaczny, czym zajmował się te geniusz obok pracy w banku. Nie da się tego pana obronić, zwłaszcza że jego kompetencje do pracy w banku nie istniały, natomiast powiązania „wojskowo-informacyjne” pana Ksenia z panem Morawieckim i jeszcze Kościńskim chyba istniały. Hi, hi, hi…

Układ opisany na tej kartce wziętej z Internetu jeszcze niedawno przekładał się na całość polskich finansów, ale kto wierzyłby Internetowi. Hi, hi, hi…

  Sam Morawiecki przy alkoholu i słabej głowie powiedział: w Polsce są tylko dwa rodzaje banków – państwowe i służbowe. I pozostańmy na tej informacji w połączeniu z tekstem „Gazety Wyborczej”. Czy bezkarność tej bandy jest już oczywista dla wszystkich? Czy już rozumiecie, dlaczego ich majątki są nietykalne? Czy wiecie już, gdzie są pieniądze z FOZZ-u i innych przekrętów? No to wiecie. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Koniec polityki

  Mam nadzieję, że dziedzina ludzkiej działalności, którą tak bardzo lubię codziennie oceniać, zostanie już niedługo definitywnie zakończona, bowiem dalsze funkcjonowanie polityki we współczesnym świecie nie ma już sensu – i nie ma uzasadnienia.

  Ile jeszcze czasu będziemy jako wyborcy pozwalać na oszustwa wyborcze w postaci nierealizowanych obietnic czy całych programów? Nie wiem, czy w  dwudziestym pierwszym wieku przy nieskrępowanym dostępie do informacji można jeszcze wierzyć komuś, kto – jak politycy – ciągle kłamie? Widocznie można, skoro jeszcze duże grupy ludzi głosują na partie lub „wielkie gwiazdy” polityczne typu Trumpa, Kaczyńskiego i Orbana. Ja, jeśli w ogóle dzisiaj biorę udział w wyborach, robię to tylko po to, żeby głosować na przeciwników dużych partii.

  Jeżeli zaczniemy rozważać poważnie analizy niektórych naukowców na temat przyszłości zarządzania ochroną zdrowia, bezpieczeństwem czy nawet wymiarem sprawiedliwości, to rzeczywiści ten koniec polityki jest zjawiskiem pożądanym. Zastanówmy się, co jest potrzebne współczesnemu człowiekowi do życia, czego by nie zapewniono mu bez pośrednictwa państwa? A może spójrzmy na kompetencje państwa i zastanówmy się, których na pewno nie da się sprywatyzować? Po wykonaniu tego testu w dwóch wariantach, założywszy że uczciwie do niego podejdziemy, koniec polityki będzie dla nas oczywisty.

  Fukuyama przesadził kiedyś z końcem historii, chociaż intencje miał dobre. Harari całkiem niedawno wyraził wiele zastrzeżeń w kwestii przyszłości ludzi i moim zdaniem przesadzał, ale co do zarządzania ludźmi przez sztuczną inteligencję miał wiele słusznych spostrzeżeń. Koniec polityki idzie szybkimi krokami. Czy będziemy się opierać? Zapewne będziemy, jak już opieraliśmy się wiele razy i tyleż samo razy przegraliśmy. Hi, hi, hi…

  Do powyższych wniosków doszedłem po moim ostatnim głosowaniu na Islandii, kiedy Partia Niepodległości znowu wygrała, a prawa do zwycięstwa nie miała. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

I znowu zadeptują Islandię

  Zrobiliśmy dzisiaj objazd tak zwanego złotego kręgu i przekonaliśmy się na własne oczy, że turyści po dwóch latach pandemii wrócili na Islandię w pełnym wymiarze. Zadeptywanie Islandii ruszyło na całego.

Powyższe zdjęcie wykonałem przed gejzerem. Liczba turystów w tym miejscu była dzisiaj tak duża, że dosłownie kończyły się miejsca na parkingu. Ludzie chodzili przy gejzerze, ale też wspinali się na pagórki wokół, żeby podziwiać całą okolicę. Zaskakujące!

  Przy Gullfossie też było tłoczno i mokro, bo wiatr wiał w stronę parkingu, co powodowało chmurę wody. Zdjęcie poniżej.

Uwzględniwszy, że sezon wakacyjnych wycieczek jeszcze się nie zaczął, to liczba turystów na złotym kręgu kilkadziesiąt kilometrów wgłębi lądu jest zapowiedzią prawdziwych tłumów w wakacje. Już się boję. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Człowiek spod Telegrafu

  Rozśmieszyła mnie wiadomość o tym, że Adaś Glapiński został na drugą kadencję prezesem NBP. Ten człowiek spod Telegrafu i wielu innych podejrzanych afer Wielkiego Guru z Żoliborza jest tak kompetentny i uczciwy, że może tę funkcję pełnić dożywotnio. Hi, hi, hi…

 

Adaś był przy Kaczyńskich we wszystkich aferach założycielskich ich partii. Podpisywał listy intencyjne spółki Telegraf z Włochami, dawał dziwne koncesje na sprowadzanie ropy naftowej, dogadywał się z ludźmi z FOZZ-u w imieniu Kaczyńskich czy też uczestniczył w trójkącie seksualno-informacyjnym Jarka z  żołnierzami WSI. Glapiński był wszędzie, ale w pewnym momencie zniknął z horyzontu bliźniaków, bo pojawili się niewygodni świadkowie jego korupcyjnych słabości.

  Pierwszy PiS po wielu latach dał mu kasę i możliwości prezesowania Polkomtelem, który Adaś przekazywał w paskudne i pazerne ręce wiadomo kogo. Drugi PiS dał mu już jego marzenia – prezesurę NBP. Adaś uznał wtedy, że może wszystko, jeśli Jareczek mu pozwala, i poszedł po tak zwanej bandzie. Polska należy do człowieka spod Telegrafu. Hi, hi, hi… Ma nieprzekopane pokłady pieniędzy do dyspozycji i może dać je każdemu.

  Jeśli ten człowiek ma znowu nadzorować polski bank centralny, to nieszczęście jest gotowe. Ten kłamca i fantasta od stóp procentowych wprowadził przed rokiem wielu Polaków w błąd i naraził na straty przy wzięciu kredytów, które miały być oprocentowane bez zmian. Czy można mieć zaufanie do takiego kłamcy? Nigdy. Czy zatem PiS oczekuje poparcia dla jawnych kłamstw tego pajaca ekonomicznego? Wątpię. Co w takim razie zdecydowało o poparciu dla Adasia? No właśnie. Człowiek spod Telegrafu jest jednym z cieni, które zawsze są przy głównych bohaterach polityki. Zawsze! Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Wybory samorządowe na Islandii

  Do 14 maja trwają wybory samorządowe na Islandii, w których wezmę udział i już wiem, na kogo zagłosuję. Nie będzie to żadna ze znanych partii. Będzie to koalicja stworzona na wybory, która ma program zgodny z moimi oczekiwaniami.

  W minionym tygodniu na portalu, który subskrybuję, ukazał się test wyborczy na zgodność programów partyjnych z oczekiwaniami głosujących. Wypełniłem i dostałem wskazanie na koalicję oraz jedną osobę w moim okręgu, z którą mam 57% zgodności. Niestety. Najwyższy poziom zgodności moich oczekiwań z programem wyborczym wyniósł tylko tyle.

  Na Islandii wiele decyzji istotnych dla życia codziennego zapada na szczeblu samorządowym i dlatego nie mogę nie wziąć udziału w tych wyborach. Ubolewam tylko nad słabym zaangażowaniem Polaków w te wybory, bo jest nas tu tylu, że moglibyśmy swobodnie mieć poważny wpływ na władzę samorządową, a może nawet w niektórych gminach tę władzę przejąć. Tak. To nie jest żart. Są już gminy na Islandii, gdzie jest nas większość albo niewiele brakuje do większości, co przy rozbiciu Islandczyków na kilka obozów politycznych daje możliwość wygrania tych wyborów z jedną trzecią głosów. Polacy w Polsce nie potrafią się porozumieć, a ja marzę o porozumieniu rodaków na obczyźnie. Hi, hi, hi…

  Najważniejsza dla mnie jest w tych wyborach klęska Partii Niepodległości, która rządzi Islandią. Oszustwa i korupcja w wykonaniu szefa tej partii ciągną ją na dno i mam nadzieję, że po siedemdziesięciu latach odświeży się polityka islandzka, a na horyzoncie pojawi się prawdziwa prawica, na którą będę mógł z czystym sumieniem oddać mój głos.

  Piotr Tomski

Zacznijmy mówić prawdę

  Inflacja jest na całym świecie i PiS nie jest tu wyjątkowym szkodnikiem, który na tle świata się wyróżnia w jakiś szczególny sposób. Pisałem już o Islandii i też dla przykładu podam ostatnie statystyki inflacji w USA.

Islandia i USA nie są bezpośrednio narażone na skutki wojny na Ukrainie, a jednak poziom inflacji znacznie wzrósł. Prawda jest bowiem prosta i nazywa się pandemia. Jeśli drukowane były pieniążki w nadmiarze, to teraz musi tę okoliczność wyrównać inflacja. Około dziesięcioprocentowa inflacja przez dwa lata – może pięć lat – wyrówna ten pandemiczny dodruk kaski. I nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. Hi, hi, hi… Na razie nie ma jeszcze „darmowych obiadków” w ekonomii światowej.

  Wojenne nastroje zapewne będą wpływały na poziom inflacji, ale najgorszy będzie tu problem z produkcją żywności w globalnej skali. Ukraina i Rosją były jednymi z największych producentów zbóż, a zatem trzeba będzie te kraje zastąpić, co podniesie ceny podstawowych produktów spożywczych. Dla polskich rolników to jest dobra wiadomość, ale dla konsumentów z całego świata to wiadomość straszna, bo pojawia się według niektórych ekspertów ryzyko braków na rynku zbóż i olejów spożywczych. Głód? Nie. Będzie po prostu dużo drożej, bo przy okazji otwiera się ogromna przestrzeń dla spekulacji i zysków dla oszustów wszelkiej maści.

  Jeśli politycy rządzący w różnych państwach świata zachodniego będą dalej kłamać i manipulować informacje, żeby utrzymać się przy władzy, a politycy opozycyjni będą również to robić od drugiej strony, żeby tylko władzę mogli przejąć, to wkrótce staniemy przed problemem masowych rewolucji pod wodzą faszyzujących populistów z prawej i lewej w jednym szeregu – głównie putinowskich produktów o sztywnych zasadach moralnych. Hi, hi, hi…

  To szaleństwo może zatrzymać tylko prawda i natychmiastowe rozliczanie nieuczciwych polityków, którzy pogłębiają kryzysy w poszczególnych krajach Zachodu.

  Piotr Tomski

Ambasadora oblali syropem

  Zacznę od powtórzenia za wszystkimi ekspertami od stosunków międzynarodowych, że w Polsce ambasadorów zgodnie z zasadami się chroni i nie pozwala nikomu naruszać ich nietykalności cielesnej. Nie jest ważne przy tym, jaki kraj reprezentuje ten ambasador, jeśli jest jeszcze ambasadorem na terenie Polski. Wystarczy głosu rozsądku.  

  Ucieszyłem się bardzo, kiedy zobaczyłem rosyjskiego dyplomatę oblanego czerwonym płynem przed cmentarzem rosyjskich żołnierzy z czasów II Wojny Światowej. Historia wymaga takich gestów i w ten dzień napiszę wprost: należało mu się. Hi, hi, hi… Polacy nie mają takich jaj, żeby wykonywać takie gesty, dlatego zrobili to podobno Ukraińcy. Hi, hi, hi…

  Przypomniał mi się nasz biedny prezydent Komorowski, po którym spłynęły ukraińskie jajka i nic się nie stało z tego powodu. Afery za te jajka na prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie było, to dlaczego ma być afera za syrop. Hi, hi, hi… A w Izraelu opluli naszego ambasadora Magierowskiego. Czy coś się stało z tego powodu? Czy jakiegoś Izraelczyka w Warszawie opluli w ramach odpowiedzi dyplomatycznej? Nie. Plują tylko na Polaków. Hi, hi, hi…

  Teraz już pewnie nie będę się cieszył, kiedy Ruscy zrobią działania odwetowe na polskich dyplomatach w Moskwie. Może dojdzie w końcu do zerwania stosunków dyplomatycznych między Polską i Rosją? Zobaczymy. Upokorzenie Rosji w osobie ambasadora Andriejewa – syropem – było  jednak piękne i bezcenne, mimo że konsekwencje mogą być poważne.

  Piotr Tomski

Polski kredytobiorca płacze

  Dzisiaj podniesiono stopy procentowe w Polsce i tym samym polski kredytobiorca może płakać już mocniej. Tak. Banki teraz bezwzględnie i natychmiast podniosą oprocentowanie kredytów, ale oprocentowanie depozytów zapewne nie ulegnie zmianie i dalej będzie na poziomie zera. Hi, hi, hi… To jest jeden z polskich fenomenów ekonomicznych, w którym tylko patentowani wariaci mogą trzymać pieniądze w banku.

  Polskiego kredytobiorcę niedawno dręczyły kredyty frankowe, które w krótkim czasie przewyższyły wartość kredytowanych nieruchomości. Teraz dobiją go kredyty w złotówkach, bo banki, nie dość że przerzucają całą odpowiedzialność za zmiany na rynku finansowym na swoich klientów, to jeszcze chcą na tej sytuacji dobrze zarabiać. O poliso lokatach już nie będę wspominał. Hi, hi, hi…

  Polski rząd i wiele innych rządów zachodnich nie potrafi niczego załatwić z bankierami. Żałosne jest twierdzenie, że trzeba ratować system bankowy, bo bez niego upadnie świat. Nie. Dlaczego ciągle dopłaca się do źle zarządzanych banków, które tracą na własnych błędach wykreowane przez siebie pieniądze i przy tym tracą niewielkie ilości depozytów swoich klientów? Doszliśmy już do tego powyżej, że tylko szaleńcy trzymają nieoprocentowane depozyty w bankach, zatem szaleńców należy leczyć – na pewno nie należy ich chronić razem z systemem bankowym.

  W Polsce geniusz historyczno-ekonomiczny w osobie premiera Morawieckiego wspólnie z kilkoma geniuszami ekonomicznymi wygenerował przez ostatnie dwa lata zwiększenie długu publicznego o czterysta miliardów złotych i ukrył je w systemie bankowym. Wiemy już, kto na tym zarabia, gdzie są te pieniądze i jakim manipulacjom cały czas są poddawane. Nie jest też trudno przewidzieć, co stanie się z tym genialnym przedsięwzięciem w niedalekiej przyszłości, bo rząd przy tym nie potrafi dogadać się z Unią Europejską, a zatem finansowanie czegokolwiek staje się wątpliwe.

  Polski kredytobiorca relatywnie jest i tak w lepszej sytuacji, niż jest sytuacja tureckiego kredytobiorcy, który ma do czynienia z inflacją około siedemdziesięcioprocentową, może więc powinien otrzeć łzy i iść do przodu, dzielnie wspomagając polski rząd w walce o dobrobyt emerytów i rencistów, a wspomagać musimy, bo inflacja zjada ich trzynastki i czternastki w tempie błyskawicy. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Kryzys puka do islandzkich domów

  Jeśli myśleliśmy, że z końcem pandemii nadeszło coś dobrego, to wojna Putina była pierwszym ostrzeżeniem, natomiast inflacja i galopujące ceny w całym, zachodnim świecie wyleczyły nas z ostatnich złudzeń. Mamy poważny kryzys.

  Na Islandii dzisiaj bank centralny podniósł stopy procentowe o cały jeden punkt, co oznacza wzrost stopy o ponad jedną trzecią do 3,75 %, natomiast sama inflacja wynosi na Islandii już 8%. Wobec powszechnego zadłużenia Islandczyków kredytami hipotecznymi i konsumpcyjnymi, to mamy w najbliższej perspektywie duży problem.

  Polacy nie mają monopolu na błędy w zarządzaniu finansami państwowymi i mogą popatrzeć na innych, którzy również doprowadzili swoje społeczeństwa na krawędź katastrofy. Po pierwsze, obostrzenia pandemiczne na Islandii trwały zbyt długo i były niepotrzebnie kosztowne (na przykład dopłacano do turystów w kwarantannie). Po drugie, doszło do akceptacji ze strony państwowych służb dla podwyżek paliw i energii w firmach islandzkich, które nie mają bezpośredniego przełożenia na ceny ich zakupu czy pozyskania. Po trzecie, doszło do gigantycznych strat przy reprywatyzacji banków i innych firm finansowych. Po czwarte, państwo wypuściło z rąk zyski z hodowli ryb i nie potrafi opanować wyprowadzania pieniędzy z połowów ryb. To zresztą tylko początek listy błędów rządzących Islandią. Skromnie liczę te błędy na kilkaset miliardów koron.

  Cieszyliśmy się z powrotu turystów na Islandię, ale ta okoliczność pewnie już nie zmieni niczego. Turyści też ludzie i zaczynają oszczędzać na każdym kroku. Hi, hi, hi…

Piotr Tomski

Nie ma idealnych rozwiązań

  Ludzie, którzy dają przepisy na idealne państwo albo idealny system zarządzania społeczeństwem, najczęściej są zwykłymi oszustami, kierującymi się własnymi interesami. Socjalizm albo kapitalizm mają być tymi rozwiązaniami idealnymi. A może coś pomiędzy? A może Konstytucja z 3 maja 1791 roku była wspaniała? Hi, hi, hi…

  Idealnych rozwiązań nie ma, tak jak nie ma wolnego rynku czy równości ludzi. Niestety. Musimy się pogodzić z faktami i próbować zbudować coś, co będzie dążyło do doskonałości, ale nigdy do niej nie dojdzie. Jeśli chodzi o państwo i społeczeństwo musimy budować jednocześnie socjalizm i kapitalizm, żeby równo te utopie nie doszły do skutku. Hi, hi, hi… Spokojnie możemy wobec powyższego pogonić lewaków i prawaków, żeby nam głowy nie zawracali swoimi genialnymi receptami na funkcjonowanie świata.

  Mam czasem wrażenie, że świat lepiej funkcjonowałby przy zarządzaniu komputerowym. Ustalilibyśmy pewne zasady, które równo dotyczyłyby wszystkich, a nadzór i egzekwowanie tych ustaleń oddalibyśmy maszynom. I co? Świat idealny? Hi, hi, hi… Byłoby na pewno wesoło, bo człowiek poddany maszynom nie miałby najmniejszych szans na … wolność. Świat zarządzany przez maszyny stałby się po pewnym czasie jednym, wielkim więzieniem dla wszystkich ludzi, którzy złamali własne zasady i zostali pozbawieni możliwości ukrycia tego albo wywarcia emocjonalnego wpływu na innych – osądzających ich czyny.

  Pozostańmy więc w tym nieidealnym systemie państw socjalnego feudalizmu, gdzie mamy jeszcze szanse być ludźmi. Wprawdzie bankierzy zaczynają niczym feudalni panowie decydować o życiu wszystkich, ale zawsze możemy im w hotelach „podłożyć pokojówki” do gwałcenia i zakończyć ich kariery. Takie czasy mamy. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski