Krowami chyba nie jesteśmy

  Kiedyś słyszałem, że tylko krowa nie zmienia poglądów i całe życie zajada ze smakiem trawę. Z całą pewnością krowa jest najbardziej konserwatywną istotą ze znanych mi obok polityków Konfederacji. Hi, hi, hi … No cóż! Śmieszne to już nie jest, bo poziom szczepień w Polsce i związana z nim liczba zmarłych Polaków powinny raczej skłaniać do łez.

  Normalni i zdrowi psychicznie ludzie chcą w każdy możliwy sposób zapobiegać śmierci własnej i innych ludzi. Kim zatem są ci, którzy te sposoby podważają i nie proponują nic w zamian? Nie wiem. Każdy przypadek pewnie powinien być rozpatrywany indywidualnie, ale wydaje mi się ostatnio po wielu rozmowach z przeciwnikami szczepień czy „sanitaryzmu”, że wszystkich łączy jakiś rodzaj spiskowego lęku przed nowymi technologiami, których nie rozumieją.

  Nauka pozwoliła człowiekowi masowo przemieszczać się z szybkościami, o których jeszcze dwieście lat temu nawet nie śnił. Wielu ludzi przy tym przemieszczaniu ginie do dzisiaj. Czy to jest powód do unikania tych technologicznych osiągnięć? Nie. Nauka po prostu musi udoskonalać te technologie i zabezpieczać ludzi przed ich negatywnymi skutkami. Podobnie jest z najnowszymi technologiami szczepionek. Statystyczne ich efekty są pozytywne, a błędy niektórych naukowców przy początkowej, zbyt euforycznej ocenie szczepionek nie mogą przecież posłużyć do ich odrzucenia. Szczepionki na pewno działają i na pewno powinny być udoskonalane.

  Konserwatyzm nie może zatrzymywać nauki. Konserwatyzm nie może opierać się na populistycznym manipulowaniu ludźmi. Konserwatyzm nie może opierać się na kłamstwach. Jeśli lider najbardziej konserwatywnej partii w Polsce twierdzi, że jego partia nigdy nie przejmie władzy tylko dlatego, że kobiety mają prawa wyborcze, to czas przesunąć lidera na emeryturę. Hi, hi, hi … Sto lat minęło od zmiany naukowego podejścia do kobiet. I może nowi liderzy Konfederacji poprowadzą partię do rządów, które Polsce są bardzo potrzebne, ale bez czepiania się kobiet, szczepionek, boga i Ordo Iuris. Hi, hi, hi …

  Piotr Tomski

Korwin odrealniony

    Słuszne rozumowanie Korwina

  Wywody Korwina na temat wyborczych praw kobiet w ostatnim „Najwyższym Czasie” są tak śmieszne, że … w pewnym momencie musiałem się z nim zgodzić: tego typu konserwatyści już nigdy nie dostaną władzy w swoje ręce. Hi, hi, hi … Z punktu widzenia wyborcy Konfederacji jest to przykre, bo głosowanie na tę partię całkowicie traci sens. 

  Demokracja nie jest idealnym systemem władzy państwowej, ale można nad nią pracować i ją ulepszać, żeby osiągnąć lepsze efekty funkcjonowania państw demokratycznych. No właśnie. Pytanie tylko na początku dotyczy, co jest dobrym funkcjonowaniem państwa, a co nie jest? Zdefiniowanie tego problemu mogłoby na starcie pozbawić Korwina elektoratu.  Hi, hi, hi … Tak zresztą najczęściej przed każdymi wyborami się zdarzało. 

  Przypisanie kobietom trwałych skłonności do wybierania polityków lewicowych jest bardzo ciekawym twierdzeniem z punktu widzenia naukowego, ale wniosek, że należy kobietom zabrać prawa wyborcze, jest już odlotowy. To może lewacy zgłoszą postulat, że prawa wyborczego trzeba pozbawić mężczyzn. Oba te wnioski są bardzo realne. W złożonym świecie korporacji, funduszów i wędrówki kapitału takie dywagacje prowadzą w niebyt polityczny. Dodawanie do tych rozważań hormonów jako czynnika politycznego skłania już do konkretnych pytań o użycie niebieskich tabletek i ich ewentualne skutki uboczne. Hi, hi, hi … W końcu już wiek nie ten i wspomagać się trzeba, więc i głowa może mieć za mało krwi i tym samym tlenu. 

  Na koniec poradziłbym Korwinowi zmianę szeptuchy i szamana, bo okłamują go w kwestii stanu zdrowia psychicznego. Hi, hi, hi … 

Piotr Tomski

Z tonącego okrętu uciekają

  Doradcy premiera do spraw pandemii podali się do dymisji. Wiemy, kto pierwszy ucieka z tonącego okrętu, ale w tym przypadku jednak jestem zaskoczony, bo po dymisji panowie i panie z tej rady są już bezużyteczni dla firm farmaceutycznych. Czy to było rozsądne? Hi, hi, hi…

  Lekarze w Polsce są bardzo dziwnym środowiskiem, które funkcjonuje według – prawie feudalnych – zasad i trudno jest w nim mieć własne zdanie, zrobić karierę wbrew środowisku czy zarobić większe pieniądze bez współpracy ze środowiskiem. Już w dzieciństwie przekonałem się na własnej skórze, że „wojna” z jednym lekarzem jest wojną z większością lekarzy, zwłaszcza kiedy prowadziło się bitwy w polskim, małym miasteczku w czasach peerelu.

  W sumie to środowisko bazuje na najprymitywniejszym instynkcie ludzkim: strachu. Każdy boi się choroby, cierpienia w bólu i śmierci. Każdy boi się o siebie i o swoich bliskich. W takiej sytuacji nie potrzeba wielkiej wyobraźni, żeby bać się również tych, którzy tym pierwszym strachem zarządzają. Hi, hi, hi… Jeśli jednak połowa Polaków z tego strachu się wyzwoliła i ma gdzieś zabezpieczanie się przed chorobą, to środowisko traci orientację i podaje się do dymisji. Hi, hi, hi…

  Na pandemii w Polsce zarobili najwięcej ci, którzy najmniej wnieśli do walki z nią. Od samej dyskusji zresztą niczego się nie naprawi.

  Piotr Tomski

Przypadek pewnego tenisisty 

  Novak Djoković od początku kariery jest dla mnie przypadkiem odpychającego, aroganckiego i nielubianego człowieka, ale jest przy tym prawdziwym, profesjonalnym sportowcem na korcie. Pozwólmy zatem mu grać i umilmy mu życie poza kortem. Hi, hi, hi…  

  Najbardziej podobała mi się postawa Rafaela Nadala, który całą sprawę nazwał cyrkiem. I faktem jest, że ten cyrk wywołał sam Djoković. Przyznał już osobiście, że łamał zasady izolacji po zakażeniu koronawirusem. Przyznał też osobiście, że jego menedżer wypełniał za niego deklarację wizowa i skłamał. Same nieszczęścia.

  Gdyby normalny człowiek tak się zachowywał, to trafiłby w Australii do więzienia. W Serbii jest chyba podobnie, bo przecież ten kraj funkcjonuje w europejskim systemie i musi przestrzegać podstawowych zasad. Dlaczego zatem Djoković biega sobie po australijskich kortach? Nie jest normalnym człowiekiem i kolejny raz tym normalnym ludziom elity śmieją się prosto w nos. Prawo i zasady są dla maluczkich. Hi, hi, hi…

  Powyższe stwierdzenia nie są odkrywcze i nie doprowadzą do naprawy świata, bo duża część ludzkości kocha takich pajaców, którzy całą resztę ludzkości mają tam, gdzie kończy się ich proces trawienny. Wybrańcy żyją w swoich bańkach, a reszta ma im dostarczać fundusze na zaspokojenie ich specjalnych potrzeb. Djoković najmocniej płakał z powodu warunków bytowych w australijskim areszcie. Ciekaw jestem, czy pomyślał wtedy o tym, że zarabia zbyt dużo na grze w tenisa albo że należy płacić większe podatki na utrzymanie infrastruktury strategicznej różnych państw.

  Djoković najwięcej turniejów wygrał w Australii i wierzy, że tam osiągnie status tenisisty wszech czasów. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i wygra z nim Rafael Nadal. Ale ja, oczywiście, kibicuję Hubertowi Hurkaczowi. który jest o dziesięć lat młodszy od tych weteranów i co najważniejsze – jest Polakiem. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Cwaniacy Kaczyńskiego w działaniu

  Polski ład jest przedsięwzięciem formalno-prawnym, które przede wszystkim ma zapewnić władzę grupie Kaczyńskiego na następne lata i przekonać większość Polaków, że tylko politycy PiS o nich dbają. Niestety, propagandowe wsparcie tego przedsięwzięcia może przynieść zamierzony efekt.

  Nowe regulacje podatkowe spowodują straty dla ludzi lepiej zarabiających, którzy już podnoszą alarm, ale dadzą dodatkowe złotówki większości, żyjącej z dochodów na krawędzi socjalnego bezpieczeństwa. W związku z tym, że to większość zdecyduje w wyborach, nie muszę tego dalej wyjaśniać. Od chwili, kiedy ta większość zobaczy więcej złotówek w portfelach, wszelkie alarmy mniejszości będą windowały poparcie dla PiS.

  Mam nadzieję, że przeliczanie tych korzyści i tak wypadnie na minus, bo drożyzna, inflacja, podwyżki cen gazu i energii nie zostaną przebite przez niższy VAT od paliwa z krótkoterminową tarczą inflacyjną. Zobaczymy. W każdym razie Polacy mają co liczyć, a cwaniacy z PiS muszą dalej kombinować, co nie wychodzi im ostatnio najlepiej.

  Dla polityka przyznanie się do błędu i kłamstwa jest podobno śmiertelne. Morawiecki ma już wyroki sądowe za kłamstwa, a teraz powiedział wprost, że kłamał na temat przygotowania przepisów podatkowych w polskim ładzie, bo jednak są tam błędy. Kłamał też o Pegasusie i możliwości wykorzystania go w Polsce przez obce służby, co potwierdził sam Kaczyński. I co będzie z tym kłamczuszkiem?

  A co będzie z panem Ziobro zwanym Zerem? Na razie zrzuca odpowiedzialność za brak nadzoru nad finansami ministerstwa, ale długo tak się nie da. Kary za jego pomysły ustawodawcze i ręczne sterowanie w sądach też muszą kogoś obciążyć.

  Nadszedł czas na wymianę głównych cwaniaków, panie pośle Kaczyński. Niech inni zaczynają dla pana kłamać od początku. Hi, hi, hi… Niech pan załatwi Ziobrę, to Ziobro wyciągnie z rękawa księdza z austriackimi pięćdziesięcioma tysiącami łapówki przy dwóch wieżach. Hi, hi, hi… I się rozegra ta „bajka o państwie prawa”, jak to pan powiedział kuzynowi o Polsce.  

  Piotr Tomski

Kazachowie powstali

  Poznałem na Twitterze kilka osób z Kazachstanu, które pisały o obronie praw człowieka i trudnej sytuacji związanej z ich przestrzeganiem w ich kraju. Ostatnio jednak te kontakty straciły dynamikę, co spowodowało u mnie ogromne zaskoczenie tą powstańczą sytuacją. Nie spodziewałem się takiej eksplozji w kraju, w którym wszystko wydawało się dobrze kontrolowane przez reżim.

  Podstawowe pytanie dla mnie wobec powyższego jest jedno: kto za tym stoi? Wiem, że najlepszą odpowiedzią byłoby wskazanie samych Kazachów i ich złości na podwyżki cen gazu czy pogarszające się warunki życia. Niestety, życie mnie doświadczyło i straciłem wiarę w przypadki razem z wiarą w bezinteresowną politykę. Pozostaje zatem wybrać Rosję, Amerykę albo Chiny.

  Rosjanie pozorują albo przygotowują interwencję na Ukrainie. Komu zatem jest na rękę związanie ich wojsk w Kazachstanie? Rozważania na temat amerykańskich rewolucji w różnych miejscach na świecie mógłbym snuć godzinami, ale wszyscy o tym wiemy i nie miałoby to sensu. Rosjanie musieliby teraz prowadzić działania militarne na dwóch frontach i oficjalnie wrócić do pozycji najeźdźcy. Czy stać na takie ruchy Putina? Zobaczymy.

  Z drugiej strony Rosjanie mogli przecież sami przyspieszyć zamieszanie w Kazachstanie, który był z ich perspektywy zbyt samodzielnym graczem, i szybko podporządkować go sobie, po czym zająć się Ukrainą. Dalszy rozwój wypadków zapewne rozjaśni naszą ocenę sytuacji. Zobaczymy.

  Żal mi tylko ludzi, którzy umierają za wiarę w wolność, równość i braterstwo. Mamy dwudziesty pierwszy wiek i dalej tych ideałów nie możemy przyjąć za obowiązujące normy, mimo powszechnej świadomości ich znaczenia. Zawsze znajdzie się wielu złych ludzi, którzy dla pieniędzy czy własnej pozycji społecznej zniewolą innych ludzi.

  Piotr Tomski

Pod czujnym uchem władzy

  Od pewnego czasu media w Polsce zajmują się sprawą inwigilacji stosowanej przez pisowskie CBA wobec opozycji politycznej i niewygodnych prawników. Osobiście bawi mnie ten temat, bo teraz z takich poczynań służb specjalnych może wyniknąć jedynie skutek odwrotny: żaden dowód pozyskany z telefonów ofiar tych ataków Pegasusem nie będzie miał wartości dowodowej.

  Rozśmieszyła mnie dzisiaj telewizja publiczna, gdzie podano informację o zakupach programów szpiegowskich przez CBA za czasów PO, co podobno kosztowało prawie ćwierć miliona euro. Dokładnie opisano działanie tych programów, pokazano faktury i stwierdzono, że Pegasus jest dokładnie taki sam. Po pierwsze, wiemy już, że CBA wydało na Pegasusa 28 mln złotych. Po drugie, Pegasus jest programem do inwigilacji i fałszowania zawartości telefonów albo komputerów. Jeśli ktoś podaje inne informacje o powyższych programach, to znaczy tylko, że chce zmanipulować opinię publiczną i chronić interesy władz.

  Podsłuchiwanie rozmów telefonicznych nie stanowiło żadnego problemu dla służb od momentu pojawienia się telefonów stacjonarnych na ogólnie dostępnych kablach czy później telefonów komórkowych z cyfrowym sygnałem radiowym. Każdy normalny człowiek o tym wiedział i przez telefon nie prowadził żadnych rozmów, które pozostawiłyby dowody popełnianych przestępstw czy stwarzałyby zagrożenie bezpieczeństwa komukolwiek. W życiu byłem w różnych sytuacjach i byłem też inwigilowany, ale nigdy nie dało to sukcesów moim przeciwnikom. Dzisiaj wiem, że nic nie jest bezpieczne w moich rękach i to zaczyna mnie zdumiewać do wspomnianego już rozbawienia. Dzisiaj wiem, że mogę nic nie zrobić, a służby przedstawią w moim komputerze dowody mojej terrorystycznej działalności, bo same je tam stworzą.

  Czy takim małpom z PiS dalej chcemy dawać brzytwy do rąk? Polacy, uspokójcie się wreszcie i zacznijcie normalnie głosować.

  Piotr Tomski

Na nowy rok

  Pierwszy raz w życiu mam dziwne przeczucie, że nadchodzący rok będzie rokiem dużych zmian w moim życiu i w życiu Polaków czy może całej ludzkości. Czy to będzie rok wojny? Czy może to będzie rok konstruktywnej pracy i rozwoju?

  Pandemia, duże wzrosty cen i zawiedzione nadzieje to pakiet obowiązkowy ostatnich lat u większości moich znajomych. Śmierć i choroby w mojej bliskiej i dalszej rodzinie zdarzyły się nawet w ostatnim miesiącu odchodzącego roku. Nie wiem, na czym opieram moje przeczucie zmian. Nie wiem, czy przeczucie w ogóle można na czymś opierać, czy ma ono charakter zupełnie nieracjonalny i dlatego jest tak interesujące. Nie wiem też, czy przeczuwam zmiany z zakresu moich planów, czy przeczuwam zmiany wbrew wszelkim planom.

  Mijający rok chyba zmienił sporo w moim życiu i w zasadzie wystarczy pociągnąć dalej linię tych zmian, żeby wszystko było piękne i przyjemne. Hi, hi, hi… Mam nadzieję. W związku z tym, że nadzieja jest matką głupców, to może mi się wszystko udać. Może wydam dzięki pomocy nowych znajomych książkę lub dwie książki (jedna jest napisana, druga jest pisana) i w końcu zostanę oficjalnym autorem na prawdziwym papierze. Może wreszcie przeprowadzimy się do swojego mieszkania i osiądziemy w stałym miejscu na Islandii. Może?

  W Polsce może wreszcie upadnie Kaczyński z całym PiS i nastanie kraina miodem i mlekiem płynąca. Hi, hi, hi… Mam nadzieję.

  Piotr Tomski

Veto prezydenckie jest ważne 

   Nie wiem, co było główną przyczyną zawetowania „lex TVN”, ale dobrze się stało, że prezydent podjął taką decyzję. I jak napisałem niedawno, teraz będzie można nazywać go mężem stanu. Hi, hi, hi… 

  Rozważania prezydenta przy ogłaszaniu swojej decyzji były bardzo poważne i można było odnieść wrażenie, że doszło do jakiejś niesamowitej przemiany, olśnienia czy po prostu cudu pałacowego. Każdy ma swoje pięć minut i pewnie tym razem ktoś dał je prezydentowi. Oglądałem na żywo to wystąpienie i byłem zdumiony – prezydent nawet przestał się nadymać, napinać i prychać. Prezydent wyglądał jak człowiek. Hi, hi, hi…

  Rzecz ująwszy poważniej, veto prezydenta będzie bardzo ważnym sygnałem dla całego świata, który może chociaż trochę zmieni wizerunek Polski i przede wszystkim da nadzieję na przywrócenie normalności w międzynarodowych relacjach. Byliśmy już przed ścianą w rozpędzonym aucie, ale na szczęście ktoś zdołał w ostatniej chwili lekko skręcić i tę ścianę ominęliśmy. Czekamy teraz na następne pomysły Kaczyńskiego i następne ściany.

  Założywszy, że Kaczyński nie był ułożony z Dudą na veto, to następstwa tego wydarzenia będą ciekawe. Czytałem gdzieś, że ostatnia rozmowa prezesa z prezydentem odbyła się półtora roku temu. Prezydenta nie da się łatwo odwołać, za to prezydent może teraz mówić to, co już powiedział przy okazji veta. Krytyka obozu rządzącego może spowodować ogromne straty w elektoracie i zakończyć rządzenie.

  Czekam na nowe otwarcie w pałacu prezydenckim i rozwój prezydenckiej niezależności. Hi, hi, hi…  

  Piotr Tomski

Dlaczego rządzi w Polsce PiS

  Przeczytałem bardzo pouczający wywiad w „Polityce”, z którego wynikało, że Polacy są po prostu pragmatyczni i przy wyborach politycznych kierują się głównie myśleniem o własnym bezpieczeństwie socjalnym, pomijając lub odstawiając na daleki plan ideały czy jakieś tam imponderabilia. Trudno byłoby nie zgodzić się powyższymi stwierdzeniami.

  Wszyscy przeciwnicy partii rządzącej mogą zatem już nic nie robić i w połowie przyszłego roku przejmą władzę w Polsce po poważnym zawirowaniu społecznym, przy którym może nawet poleje się krew. Inflacja, podwyżki cen energii i gazu, a przede wszystkim zagrożenie płynnych wypłat środków z Unii Europejskiej zmiotą słupki poparcia dla PiS i wyprowadzą ludzi z domów. „500+” już nie pomoże w sytuacji takiej klęski ekonomicznej w społeczeństwie, które straciło nadzieję. Emeryci też nie obronią PiS. Księża z kościołów uciekną pierwsi, bo mają jeszcze więcej na sumieniu. I co dalej? Pozostaje im tylko poprosić o azyl na Węgrzech. Hi, hi, hi…

  Dzisiejsze święto jest wprawdzie metafizyczne i ulotne, ale jednoczy na chwilę wszystkich i jest dobrą okazją do wspólnego zastanowienia na przyszłością. Co zaproponuje nam partia rządząca na przyszłość? Co my możemy Polakom zaproponować? W spokoju i ciszy mogą wszyscy rozważyć, dokąd zmierza Polska pod rządami Kaczyńskiego i ile ta droga kosztuje?

  Wszystkim i sobie życzę, żeby to była ostatnia wigilia z PiS?

  Piotr Wódecki