Dzisiejsza konwencja PiS przypomniała mi czasy peerelowskie, kiedy partia z dziadami na czele oznajmiała narodowi, jak wspaniałe życie ma i mieć musi. Klakierzy wydawali podobne okrzyki i podobnie, ciągle przerywali oklaskami przemówienia dziadów.

Jedyny konkret tej konwencji, który padł w przemówieniu głównego dziada z Żoliborza, to polecenie dla premiera Morawieckiego w kwestii przebiegnięcia maratonu w cztery i pół godziny. Pozostałe elementy przemówienia były płynne i w zasadzie łatwiej jest powiedzieć, że nic nie powiedziano. Godzinne bajdurzenie dziada żoliborskiego miało chyba jeden cel: poprawić dziadowi samopoczucie poprzez powtórzenie, że wszystko co dobre w Polsce, zrobili wyłącznie dziad i jego brat. Hi, hi, hi…

  Nie wiem, kto jeszcze wierzy w Polsce w bajki i nie potrafi liczyć. Żoliborski dziad zaczął wystąpienie od stwierdzenia, że nie potrafili nawet policzyć liczby uczestników konwencji i ludzie nie mieszczą się na sali. On, oczywiście, widział w tym frekwencyjny sukces, ale każdy, zdrowy na umyśle słuchacz tych wywodów zrozumiał, że organizatorzy zaprosili zbyt dużo osób i tyle. Żaden sukces. Śmieszny błąd i dziadowska retoryka.  

  Podsumowałbym więc konwencję PiS w Markach jednym słowem – dziadostwo. Mam nadzieję, że wkrótce biologia rozwiąże wszystkie problemy Polaków z władzą i zapanuje w mojej ojczyźnie po prostu normalność.  

  Piotr Tomski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s