Rozpoczęcie w dniu 11 października 1986 roku spotkania Prezydenta USA Ronalda Reagana z Sekretarzem Generalnym KPZR Michaiłem Gorbaczowem w Rejkiawiku stało się symbolicznym końcem „zimnej wojny” dwóch bloków politycznych i dwóch systemów wartości. Zakończył się okres pielęgnowania fikcji komunistycznego dobrobytu i świat pozornie wracał do rzeczywistości, bo wtedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ze złożoności tego procesu i  nieliczni znali jego prawdziwy scenariusz, który dopiero życie pokazało po kilkunastu latach . No cóż! Symbole jednak dla świata są bardzo ważne.

Foto:  Piotr Wódecki Höfði hús od strony oceanu

  Gdyby nie doszło do tego spotkania w Rejkiawiku, to pewnie ja nie mieszkałbym na Islandii, a sama wyspa byłaby dalej tylko jedną z największych przetwórni rybnych na świecie. Wszyscy usłyszeli o Islandii w 1986 roku i okazało się, że pod wieloma względami jest to fascynujące miejsce. Lód, wulkaniczny ogień, gejzery, krystalicznie czyste powietrze i duża przestrzeń składają się na wyjątkowy zbiór doznań turystycznych, a to z kolei przynosi wymierne dobra mieszkańcom. Islandia stoi więc dzięki wejściu do wielkiej polityki na dwóch filarach: miliony ton ryb i miliony turystów.

  Podobno o wyborze miejsca spotkania zdecydował przypadek, któremu pomógł sam Ronald Reagan, bo nie lubił latać. Proponowano na początku dwa miejsca: Londyn i Rejkiawik. Reagan wybrał Rejkiawik z racji krótszego o dwie godziny lotu. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale takie przypadki w historii nieraz decydują o rozwoju pewnych miejsc, jeśli zamieszkujący je ludzie potrafią z nich korzystać. Islandczycy do perfekcji wykorzystali tę sytuację i jej międzynarodowy wydźwięk.

Foto:  Katarzyna Wódecka  Höfði od strony miasta

  Gospodarzem dwudniowej „konferencji” była pani prezydent Islandii – Vagdís Finnbogadóttir, która jest jedną z najbardziej zasłużonych osób w najnowszej historii Islandii. Urząd pełniła przez szesnaście lat i chyba wszystkie strony sceny politycznej nie miały do pani prezydent większych zastrzeżeń, co przy obecnych podziałach jest rzadkością.

  Sam budynek wybrany na spotkanie ma bardzo interesującą przeszłość w miedzynarodowym kontekście. Został zbudowany w 1909 roku dla francuskiego konsula, pożniej przeszedł w ręce brytyjskie i w czasie drugiej wojny światowej gościł w nim Winston Churchill podczas wizytacji wojsk brytyjskiech na Islandii. W 1952 roku ambasada brytyjska sprzedała budynek Islandii, bo – uwaga – straszył w nim duch kobiety, czego nocami nie mógł znieść personel; MSZ nie zdementował powodu transakcji. 

  Dla miasta przyjazd w październiku 1986 roku półtora tysiąca ludzi jednocześnie (dwie delegacje i międzynarodowa obsługa medialna) był ogromnym wyzwaniem logistycznym, ponieważ nie było nawet tylu miejsc w hotelach w owym czasie. Ronald Reagan mieszkał w rezydencji amerykańskiego ambasadora, ale dziennikarze musieli gnieździć się po kilka osób w małych, hotelowych pokoikach.

  Spotkanie w Rejkiawiku było drugim tego typu zdarzeniem amerykańsko-radzieckim po rozmowach w Genewie w listopadzie 1985 roku. Myślę, że erozja systemu radzieckiego trwała już w najlepsze od końca lat siedemdziesiątych i kwestią czasu oraz właściwych uzgodnień był ostateczny demontaż ZSRR z militarnym przełożeniem w postaci Układu Warszawskiego. Ostatnio przeczytałem bardzo zabawną rzecz o polskim wątku w tamtych wydarzeniach, czyli jak Ronald Reagan użył podczas negocjacji w Rejkiawiku planów i dokumentów dostarczonych Amerykanom przez pułkownika Kuklińskiego. No cóż! Może Polakom potrzebni są nowi bohaterowie, ale znaczenie tych informacji było drugorzędne w relacji z ekonomicznym upadkiem bloku radzieckiego i brakiem możliwości dalszego rozwoju zbrojeń. Gorbaczow mógł tylko zachować pozory i prosić o „ułaskawienie”, które podobno właśnie w Rejkiawiku otrzymał, co powinno być właściwym symbolem tamtych dni – bezkarność komunistycznych watażków.

  Jednym z uczestników spotkania w Höfði był gen. Edward Leon Rowny (amerykański negocjator urodzony w polskiej rodzinie w Baltimore) który później powiedział, że najważniejszym ustaleniem było właśnie zapewnienie bezkarności przywódcom komunistycznym w zamian za pokojowe przekazanie przez nich władzy w państwach zależnych od ZSRR. Polityka USA wobec tych zbrodniarzy, którzy zasługiwali na następną Norymbergę, była nadzwyczaj łagodna, zatem wspomniany generał musiał mówić prawdę. Oficjalnie w Rejkiawiku nie było zawartego żadnego porozumienia i nie spisano żadnych dokumentów, ale znowu życie pokazało, że nie zawsze najważniejsze są dokumenty.

  Jeśli miałbym mówić o polskim wątku w rozmowach rejkiawickich, to wróciłbym do godziny 1130 dnia 25 września 1985 roku pod wejście do Rockefeller Center w Nowym Jorku, gdzie David Rockefeller ściskał dłoń polskiego żołnierza – generała Wojciecha Jaruzelskiego. W mediach amerykańskich Jaruzelski był wcieleniem zła, natomiast dla jednego z najbogatszych ludzi świata był wyjątkowo szanowanym gościem. Legendy narosły wokół tego zdarzenia, o czym może innym razem, ale myślę że rozmowy amerykańsko-radzieckie były dalszym ciągiem tej układanki. Malutki kroczek Jaruzelskiego z Rockefellerem pozwolił na pogłębianie porozumień w Genewie w 1985 roku i w Rejkiawiku w 1986 roku.

  Polski okrągły stół za trzy lata czy wcześniejszy „festiwal” solidarności również były jedynie malutkimi kroczkami na drodze światowej historii i najlepiej oddaje ich znaczenie osoba Lecha Wałęsy, który obalił zupełnie sam ten komunizm. Komentarz jest zbędny i znęcać się nad chorym nie wypada. Podobnie zresztą było z Tadeuszem Mazowieckim albo reformami Balcerowicza, które bardziej należałoby przypisać Rockefellerowi i Jaruzelskiemu. Uzgodnione w połowie lat osiemdziesiątych przemiany własnościowe w krajach poradzieckich w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku doprowadziły do ekonomicznego rozwarstwienia społeczeństw i autentycznej bezkarności rządzących. W Rosji i w Polsce do dzisiaj bezkarność władz jest normą, co PiS ze swoim „sprawiedliwym” ministrem Ziobro niemal codziennie, publicznie udowadnia.

  Z punktu widzenia szarego obywatela „imperium zła” pertraktacje z dobrymi Amerykanami nie przyniosły niczego dobrego poza wolnością i zawiedzionymi nadziejami. Błyskawicznie powstała uprzywilejowana warstwa posiadaczy i z drugiej strony pojawiła się warstwa ludzi pozbawionych najmniejszych szans na normalną, godną egzystencję. Pytanie tylko brzmi: kto mówił, że miało być inaczej? Bolszewicy? Reagan ze swoim kapitalistycznym kultem pracy od pucybuta do milionera? Niestety, szary obywatel zawsze musi liczyć wyłącznie na siebie, natomiast wszystkie idee wynikające z rewolucji francuskiej po tak zwanym oświeceniu są dobre do sprawowania kontroli nad całością społeczeństw w wyższej formie zniewolenia ogólnego – ekonomicznego i mentalnego.

  Musimy zatem cenić wolność, bo szybko odchodzi.

Piotr Wódecki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s