Trwają właśnie wybory do parlamentu islandzkiego, po których będzie formowany nowy rząd na Islandii. A i tak wszyscy wiedzą, że wygra Partia Niepodległości, która rozdaje karty w tutejszej polityce od kilkudziesięciu lat.

  W sferze deklaratywnej i ideologicznej ta partia powinna być mi najbliższa. No właśnie. Ostatnio zastanawiam się nad polityką od strony mojego, indywidualnego zespołu przekonań i dochodzę do wniosku, że nie ma partii czy innej organizacji politycznej, która byłaby odpowiednia do zaspokojenia moich potrzeb politycznych. Nie mam więc obiektu politycznych westchnień w Polsce i nie mam na Islandii. I jest mi z tym coraz lepiej. Hi, hi, hi …

  Po ostatnich wyborach na Islandii doszło do koalicji partii o sprzecznych programach i deklaracjach wyborczych ideologicznie wrogich. Długo nie było można sformować rządu, ale w końcu powołano marionetkową premier związaną na amen umową koalicyjną. W koalicji była, oczywiście, Partia Niepodległości, a jej szef – Bjarni Benediktsson – został ministrem finansów. Na wszelki wypadek partia dostała też Ministerstwo Sprawiedliwości, bo sprawiedliwość i kasa zawsze muszą być w odpowiednich rękach. Hi, hi, hi … Premier z Partii Zielonych do dzisiaj może sobie o rządzeniu jedynie pomarzyć. Czy w takiej sytuacji cokolwiek można osiągnąć? Nie. A sondaże wskazują, że po wyborach niewiele się zmieni.

  Islandczycy wybierają posłów przez kilka tygodni. Komisje są otwarte codziennie. Nie ma tłoku ani pośpiechu. I nikt nie krzyczy o fałszowaniu wyników.

  Piotr Tomski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s