Zastanawiam się ostatnio, co spowodowało w Polakach wiarę w Amerykanów jako sojuszników. Partia rządząca opiera na tej wierze bezpieczeństwo Polski, a większość Polaków (ja również do niej należałem jeszcze trzy lata temu) przyjmuje to niczym prawdę objawioną. No właśnie, skoro sam należałem do tej większości, to czym się kierowałem w takim myśleniu?

Wydaje mi się teraz, że podstawowym czynnikiem była fascynacja amerykańską wolnością i tak zwaną walką o demokrację na wielu poziomach, co Amerykanie w mojej wyobraźni rozsiewali po całym świecie. Inaczej to określę: uwierzyłem w propagandę z hollywoodzkich filmów. W relacji z prymitywną propagandą peerelowską albo radziecką Amerykanie musieli wygrać. Mam wrażenie, że wielu Polaków na ten chwyt się nabrało, ale też wielu nie chce się przyznać do popełnionego błędu i dalej brnie w marzenia o sojuszu, który działa tylko w jedną stronę i tylko w sferze merkantylnej.

Fascynacja tak zwanym państwem prawa i znaczeniem sądów była następnym efektem działania mediów, który u mnie nastąpił właściwie wbrew logice oraz podstawowej wiedzy o Ameryce. Niestety. Podobnie było z amerykańskim systemem władzy wykonawczej i mitycznym wpływem dziennikarzy śledczych na uczciwe funkcjonowanie tej władzy, w co wierzyłem prawie jak w Boga po aferze z impeachmentem Nixona.

Powyższe kwestie były w tej propagandzie okraszone takim pięknym, sielankowym życiem spędzanym na wiecznej zabawie w otoczeniu pięknych, zaawansowanych technologicznie przedmiotów, czyli były okraszone wizją dobrobytu dla większości pracujących obywateli. Porównanie tego dobrobytu do rzeczywistości polskiej z lat siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych ubiegłego wieku musiało skutkować miłością do Ameryki.

Nie wiem, czy inni wpadli w podobną pułapkę, ale ja już z tych fascynacji wyszedłem, a dobrobyt okupiony upodleniem w odhumanizowanych uwikłaniach, w których trzeba sprzedać siebie, rodzinę, przekonania i wszelki imponderabilia – żyjąc za kredyty różniące się jedynie skalą – zastąpiłem skromnym życiem rodzinnym z ograniczonymi potrzebami. No cóż. Może to jest tylko moja następna fascynacja, która wynika z zamknięcia fascynacji Ameryką. Nie wiem, ale czuję się dobrze jako Polak, który nie kocha Ameryki z jej style życia.

Czy Polak w ogóle może kochać kraj, którego władze zdradziły Polaków w czasie II Wojny Światowej i wepchnęły Polskę w łapy rosyjskie, bo tak im się opłacało. Rosja radziecka była okupantem Polski od 1939 roku, a mimo tego faktu Amerykanie Polskę w całości oddali Rosjanom, po czym setki tysięcy Polaków oddało bezsensownie życie. Czy tym aktem zdrady mamy się również fascynować? Czy może mamy o tym nie pamiętać, jak ja próbowałem nie pamiętać?

Historia Ameryki jest historią zdrad i niedotrzymanych umów. Polacy są tylko drobnym elementem tej historii. Zaczęło się przecież od zdradzenia angielskiego króla przez jego poddanych, a rozwinęło się poprzez zdradzanie tubylców i zrywanie z nimi wszelkich umów. Tak ta historia biegnie przez stulecia. Dzisiaj może jedynie Izraelczycy i Żydzi mogą powiedzieć, że Amerykanie jeszcze ich nie zdradzili. Dzisiaj! W czasie II Wojny Światowej do takiej zdrady Żydów doszło. Kuba. Wietnam. No i dzisiaj Kurdowie w Syrii.

Czy z drugiej strony ktoś każe narodom całego świata zawiązywać sojusze z Ameryką? Czy ktoś każe tym narodom pokładać nadzieję w Ameryce? Czy ktoś kazał Kurdom wierzyć w Amerykę? Nie. Niech każdy włączy myślenie, a przede wszystkim niech każdy korzysta z wiedzy powszechnej, wtedy Amerykański „król będzie nagi” i nikogo już nigdy nie zdradzi dla kasy.

Piotr Tomski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s