Jeszcze niedawno Islandczycy, a razem z nimi większość mieszkających na Islandii Polaków, byli przekonani, że Islandia jest gospodarczą potęgą, która może się tylko rozwijać. Wszyscy zapomnieli już o kryzysie z 2008 roku i żyli w błogim przeświadczeniu o niekończącym się dobrobycie. Turyści mieli dostarczać wszystkim gotówkę w ilościach nieprzebranych. Ryby miały się łowić i przetwarzać masowo.

Sen się skończył i Islandia obudziła się plajtą linii lotniczych WOW, która niesie za sobą „pomór”. Widzę już mniejszą liczbę turystów, widzę już puste sale w restauracjach i puste pokoje hotelowe. Autobusy wożące turystów stoją, a zatem setki lub tysiące ludzi nie ma już pracy. Widzę już puste lokale po sklepach na głównej ulicy handlowej Rejkiawiku, których prawdopodobnie nikt nie chce wynająć.

Kryzys tym razem przychodzi powoli i spokojnie. Każdy może się z nim zapoznać, oswoić i do niego przystosować. Każdy może pozbyć się zbędnych obciążeń i przeszacowanych nieruchomości, które pewnie wkrótce stracą dużo na wartości wynikającej z bańki spekulacyjnej. Każdy może myśleć i reagować.

Spodziewałem się, że przysłowiowym gwoździem do trumny dla Islandii będzie brexit, ale do niego na razie nie doszło. Nie ma w najbliższym czasie żadnych spektakularnych zagrożeń (chyba że padną kredyty studenckie w USA albo wybuchnie wojna o Iran) dlatego Islandia ma jeszcze ostatnią szansę na przeżycie. Nie widzę wprawdzie na Islandii rozsądnych sił politycznych, które miałyby jakiś plan ratunkowy, ale cuda się zdarzają. Nadzieja umiera ostatnia.

Piotr Tomski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s