Dużo dyskutuje się w Polsce o wymiarze sprawiedliwości, muszę więc powiedzieć o kilku moich osobistych doświadczeniach, które są oparte o fakty i ludzi z rzeczywistości. Do bólu poczułem działania sędziów i prokuratorów w Polsce. Zakłamani i śmieszni ludzie kreują się na obrońców ludzkości, kiedy tak naprawdę bronią siebie i swoich interesów. Pośmiejmy się więc razem na przykład z pana sędziego Sądu Okręgowego w Płocku.

W Polsce nawet najmniejszy nikt może zostać sędzią, a kiedy jeszcze da się upodlić bez reszty, to szybko awansuje na sędziego do sadu okręgowego i najlepiej do wydziału odwoławczego, żeby nie myśleć – Boże broń – samodzielnie. Nie wiem, czy to działanie jakiegoś lobby środowiskowego (może lobby homoseksualne) czy może odpowiednie predyspozycje osobowościowe, ale pan Wiśniewski po osądzeniu mnie w sposób dość „ekstrawagancki” robi karierę sędziego sądu okręgowego do dzisiaj od piętnastu lat; zapewne nie miał już po mojej sprawie okazji do podobnego upodlenia i tym samym dalszego awansu.

Nie chcę i właściwie nie mogę tu omówić szczegółów mojej sprawy prowadzonej przed sądem przez pana Wiśniewskiego, bo sprawa po szesnastu latach nie jest dla mnie zakończona, a do tego obecnie w części tej sprawy prowadzone jest postępowanie prokuratorskie z mojego zawiadomienia. Mogę jednak napisać o epizodzie tak śmiesznym, że tylko z jego powodu pan Wiśniewski nie powinien osądzać po mojej sprawie już nigdy czynów nikogo. No właśnie. Jakie to typowo polskie zjawisko zaistniało? Awans otrzymuje się za błąd, a za prawdę dostaje się podwójną karę. Ad rem! Złożyłem wniosek dowodowy istotny dla sprawy, bo dotyczący zeznań świadka, który mógł rozpoznać jednego z głównych sprawców przypisywanego mi sprawstwa kierowniczego w związku przestępczym. Pan Wiśniewski przyjął ten wniosek i odroczył rozprawę. Za miesiąc „po przemyśleniach domowych” (zacytowałem zapis z protokołu rozprawy) przyjęty już przed miesiącem wniosek odrzucił i właściwie zamknął procedowanie. Przyjęty wniosek sędzia odrzucił po przemyśleniach domowych. Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu dla talentu sędziego Wiśniewskiego. Nie mogłem przedstawić dowodów, ale że zostałem skazany za nieokreślony bliżej udział w przestępstwie, to podobno nie miało to wpływu na kwestię sprawstwa kierowniczego – do dzisiaj nie wyjaśnionego.

W maju 2012 roku poszedłem z żoną na spacer na skwer za płocką katedrą. Co widzę? Sędzia Wiśniewski siedzi na ławce i czyta sobie akta sądowe. Jest południe. Świeci słońce. Rozumiem w sumie faceta. Wracamy ze skweru drogą przy katedrze i co widzę? Te same akta leżą na dachu samochodu pani mecenas z Płocka, a pan sędzia razem z panią adwokat czytają te akta i rozmawiają namiętnie. Byłem w takim szoku, że z trudem udokumentowałem te fakty, ale dzięki temu pan Wiśniewski nawet im nie zaprzeczył; zinterpretował je jedynie inaczej w postępowaniu wyjaśniającym, uznawszy całe zdarzenie za wymianę pozdrowień z panią mecenas. No cóż! Ciekaw jestem, czy plucie na niego będzie uznane za opady deszczu?

Jan Woliński

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s